Spojrzałem troskliwie na dziewczynę.
- Głupio byłoby, gdybyś tam umarła - zaśmiałem się.
- Już się tak o mnie nie martw - odparła dźgając mnie delikatnie w bok.
- Ech. Tak swoją drogą, to na ile jedziesz? - uniosłem brew.
- Tydzień - odparła.
- To ciekawie - odrzekłem. - Odwiozę cię - zaproponowałem, wskazując na stojące nieopodal auto.
- Czemu nie - uśmiechnęła się i ruszyła za mną w stronę auta. - Ale na pewno nie będzie to dla ciebie problem odwieźć mnie do San Mateo?
- Spoko, może zajrzę później do rodziców - powiedziałem otwierając dla niej drzwi.
- Ale z ciebie dżentelmen - zachichotała.
- Wiadomo.
Przy drodze prowadzącej do San Mateo był straszny korek, dlatego włączyłem lokalne radio, mając nadzieję, że dowiem się czegoś na ten temat. Chwilę później znałem już przyczynę korka, wypadek.
- Trochę tu jeszcze postoimy, nic się nie rusza - jęknąłem. - Mamy dwa wyjścia.
- Słucham - spojrzała na mnie wyczekująco.
- Możemy tu stać do końca korka, albo możemy wrócić się do mnie i pojechać jak już się trochę rozładuje - oznajmiłem. - Wybór należy do ciebie.
Amy?
wtorek, 27 grudnia 2016
poniedziałek, 26 grudnia 2016
Od Amy cd Matt'a
Przeglądałam internet szukając prezentu dla babci na na jej
siedemdziesiąte urodziny, które miały odbyć się w przyszłym miesiącu.
Jak zwykle miała ty być wielka fiesta, którą ja z babcią spędzimy na
komentowaniu sztuczności naszej rodziny. Kończyłam właśnie zakup
prezentu, gdy do mojego stolika podszedł już przebrany Matt.
- Możemy iść - odrzekł.
- Okej -odpowiedziałam z uśmiechem, podnosząc się i biorąc rzeczy z krzesła stojącego obok.
Wyszliśmy z kawiarni i ruszyliśmy w kierunku parku, w którym się poznaliśmy.
- Jesteś dziś jakoś nie swoja. Coś się stało? -zapytał przyglądając mi się.
- Mój brat jest chyba w zmowie z moim lekarzem -powiedziałam biorąc głęboki wdech.- Mój brat, Thomas zabrał mnie dziś do lekarza. Zrobili mi tyle badań, że zaczynam świrować, że coś podejrzewają. Może nie potrzebnie zignorowałam objawy.
- Kiedy masz dostać wyniki?
- Powiedział, że postarają się jak najszybciej, góra do końca tygodnia. W przyszłą środę wylatuje do Lizbony, więc wolała bym mieć jasną sytuację.
- Czy to aby na pewno dobry pomysł? Wczoraj nie najlepiej to wyglądało.
- Carpe Diem. Co mnie nie zabije, to mnie wzmocni -powiedziałam patrząc na chłopaka i uśmiechając się.
Matt?
- Możemy iść - odrzekł.
- Okej -odpowiedziałam z uśmiechem, podnosząc się i biorąc rzeczy z krzesła stojącego obok.
Wyszliśmy z kawiarni i ruszyliśmy w kierunku parku, w którym się poznaliśmy.
- Jesteś dziś jakoś nie swoja. Coś się stało? -zapytał przyglądając mi się.
- Mój brat jest chyba w zmowie z moim lekarzem -powiedziałam biorąc głęboki wdech.- Mój brat, Thomas zabrał mnie dziś do lekarza. Zrobili mi tyle badań, że zaczynam świrować, że coś podejrzewają. Może nie potrzebnie zignorowałam objawy.
- Kiedy masz dostać wyniki?
- Powiedział, że postarają się jak najszybciej, góra do końca tygodnia. W przyszłą środę wylatuje do Lizbony, więc wolała bym mieć jasną sytuację.
- Czy to aby na pewno dobry pomysł? Wczoraj nie najlepiej to wyglądało.
- Carpe Diem. Co mnie nie zabije, to mnie wzmocni -powiedziałam patrząc na chłopaka i uśmiechając się.
Matt?
niedziela, 18 grudnia 2016
Od Matt'a cd Amy
Spojrzałem na nią i przeanalizowałem to, co zapisałem na kartce.
- Czyżbyś się nie wyspała? - zaśmiałem się.
- Owszem - odparła ziewając. - Jakie ciasto dziś polecasz?
- Tort czekoladowy - odparłem wskazując na ciemnobrązowe ciasto.
- W takim razie nakładaj i podliczaj - uśmiechnęła się.
-Harry, mocna, czarna kawa - zawołałem, wyciągając tort z witryny.
Dwie minuty później szedłem już do jej stolika z tacą. Postawiłem przed nią talerzyk oraz filiżankę.
- Proszę bardzo - wyszczerzyłem się i już miałem odchodzić, ale złapała mnie za nadgarstek.
- Kiedy kończysz? - spytała.
- Za jakieś trzydzieści minut - odparłem.
- Poczekam na ciebie - oznajmiła pogodnie.
- Okej - zawołałem wesoło, odchodząc.
Przez ostatnie pół godziny mojej zmiany nie mogłem się na niczym skupić, ponieważ moja uwaga zwrócona była głownie na Amy, która popijała swoją kawę, grzebiąc w telefonie. Kiedy wreszcie mogłem iść się przebrać i zabrać swoje rzeczy, zrobiłem to jak najszybciej.
- Możemy iść - powiedziałem podchodząc do jej stolika.
Amy?
- Czyżbyś się nie wyspała? - zaśmiałem się.
- Owszem - odparła ziewając. - Jakie ciasto dziś polecasz?
- Tort czekoladowy - odparłem wskazując na ciemnobrązowe ciasto.
- W takim razie nakładaj i podliczaj - uśmiechnęła się.
-Harry, mocna, czarna kawa - zawołałem, wyciągając tort z witryny.
Dwie minuty później szedłem już do jej stolika z tacą. Postawiłem przed nią talerzyk oraz filiżankę.
- Proszę bardzo - wyszczerzyłem się i już miałem odchodzić, ale złapała mnie za nadgarstek.
- Kiedy kończysz? - spytała.
- Za jakieś trzydzieści minut - odparłem.
- Poczekam na ciebie - oznajmiła pogodnie.
- Okej - zawołałem wesoło, odchodząc.
Przez ostatnie pół godziny mojej zmiany nie mogłem się na niczym skupić, ponieważ moja uwaga zwrócona była głownie na Amy, która popijała swoją kawę, grzebiąc w telefonie. Kiedy wreszcie mogłem iść się przebrać i zabrać swoje rzeczy, zrobiłem to jak najszybciej.
- Możemy iść - powiedziałem podchodząc do jej stolika.
Amy?
sobota, 17 grudnia 2016
Od Amy cd Matt'a
Mój piękny sen o owcach z waty cukrowej pijących herbatę z wilkami z
czekolady przerwał denerwujący głos mojego brata. Nigdy więcej
Spongeboba przed snem.
- Amy, wstawaj.
Burknęłam jedynie i przekręciłam się na drugi bok. Kto normalny wstaje o siódmej, kiedy nie musi, a łóżko jest tak wygodne. Thomas westchnął i ściągnął ze mnie kołdrę. Jęknęłam, a on nie wiele się mną przejmując zrzucił mnie z łóżka.
- Tom, masz trzy sekundy za nim spotka cię zagłada!
- Za godzinę masz wizytę u lekarza. Mój znajomy cię obejrzy i zobaczy czy naprawdę wszystko jest dobrze.
Pomarudziłam pod nosem i zabrałam rzeczy z fotela. Ogarnęłam się i pojechaliśmy do San Francisco. Znajomy Thomasa zlecił mi chyba wszystkie możliwe badania w tempie ekspresowym, więc spędziliśmy tam wiele godzin. Zdawało mi się, że zarówno mój brat jaki i jego kumpel, mają już jakieś podejrzenia. Po zakończeniu Tom pojechał do Chrisa, a ja postanowiła przejść się po mieście. Stanęłam przed drzwiami kawiarni, w której pracował Matt. Uśmiechnęłam się na myśl o chłopaku. Weszłam do środka i ustałam w kolejce. Gdy podeszłam do kasy przywitał mnie uśmiechnięty chłopak.
- Hej, co podać?-zapytał.
- Hejka, mocną kawę i jakieś ciacho -odpowiedziała z uśmiechem.
Matt?
- Amy, wstawaj.
Burknęłam jedynie i przekręciłam się na drugi bok. Kto normalny wstaje o siódmej, kiedy nie musi, a łóżko jest tak wygodne. Thomas westchnął i ściągnął ze mnie kołdrę. Jęknęłam, a on nie wiele się mną przejmując zrzucił mnie z łóżka.
- Tom, masz trzy sekundy za nim spotka cię zagłada!
- Za godzinę masz wizytę u lekarza. Mój znajomy cię obejrzy i zobaczy czy naprawdę wszystko jest dobrze.
Pomarudziłam pod nosem i zabrałam rzeczy z fotela. Ogarnęłam się i pojechaliśmy do San Francisco. Znajomy Thomasa zlecił mi chyba wszystkie możliwe badania w tempie ekspresowym, więc spędziliśmy tam wiele godzin. Zdawało mi się, że zarówno mój brat jaki i jego kumpel, mają już jakieś podejrzenia. Po zakończeniu Tom pojechał do Chrisa, a ja postanowiła przejść się po mieście. Stanęłam przed drzwiami kawiarni, w której pracował Matt. Uśmiechnęłam się na myśl o chłopaku. Weszłam do środka i ustałam w kolejce. Gdy podeszłam do kasy przywitał mnie uśmiechnięty chłopak.
- Hej, co podać?-zapytał.
- Hejka, mocną kawę i jakieś ciacho -odpowiedziała z uśmiechem.
Matt?
czwartek, 15 grudnia 2016
Od Matt'a cd Amy
Uśmiechnąłem się do dziewczyny.
- To ja dziękuję - odparłem. - Na mnie czas, jutro rano w końcu do pracy - westchnąłem.
- Miłego wieczoru w takim razie - odparła.
- Dzięki, wzajemnie. - Wsiadłem do auta i jej pomachałem, po czym je uruchomiłem i odjechałem.
Jakieś trzydzieści minut później byłem w domu. Reszta wieczoru minęła mi spokojnie.
Następnego dnia wstałem o siódmej trzydzieści, miałem pół godziny, znów zaspałem. Zakląłem pod nosem i poszedłem jak najszybciej się ogarnąć. Wyszedłem z domu, nawet nie jedząc śniadania. Wychodząc z budynku pobiegłem w stronę auta, które na szczęście stało blisko. Jechałem szybko, aby się nie spóźnić. Koniec końców na miejscu byłem dwie po ósmej. Zdyszany wbiegłem do środka, nie było żadnego klienta, dla mnie dobrze. Harry zdążył już otworzyć i właśnie wyszedł z zaplecza przebrany.
- Znowu zaspałem - rzuciłem w jego stronę, po czym przecisnąłem się obok niego, aby zmienić strój.
- To ja dziękuję - odparłem. - Na mnie czas, jutro rano w końcu do pracy - westchnąłem.
- Miłego wieczoru w takim razie - odparła.
- Dzięki, wzajemnie. - Wsiadłem do auta i jej pomachałem, po czym je uruchomiłem i odjechałem.
Jakieś trzydzieści minut później byłem w domu. Reszta wieczoru minęła mi spokojnie.
***
Następnego dnia wstałem o siódmej trzydzieści, miałem pół godziny, znów zaspałem. Zakląłem pod nosem i poszedłem jak najszybciej się ogarnąć. Wyszedłem z domu, nawet nie jedząc śniadania. Wychodząc z budynku pobiegłem w stronę auta, które na szczęście stało blisko. Jechałem szybko, aby się nie spóźnić. Koniec końców na miejscu byłem dwie po ósmej. Zdyszany wbiegłem do środka, nie było żadnego klienta, dla mnie dobrze. Harry zdążył już otworzyć i właśnie wyszedł z zaplecza przebrany.
- Znowu zaspałem - rzuciłem w jego stronę, po czym przecisnąłem się obok niego, aby zmienić strój.
***
Moja zmiana kończyła się za godzinę, w tych godzinach kawiarnia była najbardziej zapchana, ponieważ był poniedziałek i tak nie było źle. Spoglądając na klientów stojących w kolejce, na końcu ujrzałem Amy. Mimowolnie się uśmiechnąłem.
Amy?
Od Amy cd Matt'a
Wyszliśmy z lokalu i ruszyliśmy w kierunku samochodu chłopaka.
- Matt, ale ja naprawdę dam sobie radę. Już mi lepiej, teraz mogę nawet przekopać tunel do Chin. Chcesz zobaczyć?
- Nie dzięki, wolę się upewnić, że dotrzesz jednak do domu -powiedział szukając kluczyków.
- Nie przekonam cię?
- Nie - odpowiedział z uśmiechem otwierając samochód.
Westchnęłam i wsiadłam do jego samochodu. Usiadł za kierownicą i odpalił go. Wytłumaczyłam mu jak dojechać do mnie, a droga zajęła nam około dziesięciu minut. Zaparkował pod moim domem, a po chwili pod furtką znalazły się Daisy i szalejąca Sisi. W salonie świecił się światło.
- O nie, nie chcę tam wracać-jęknęłam.
- Aż tak źle? -zapytał rozpawiony moją reakcją.
- Nie wiem chcę poznać odpowiedź na to pytanie-zaśmiałam się. - Trzeba się zmierzyć. Nie ważne. Dziękuję za miły spacer -powiedziałam uśmiechając się do niego.
Matt?
- Matt, ale ja naprawdę dam sobie radę. Już mi lepiej, teraz mogę nawet przekopać tunel do Chin. Chcesz zobaczyć?
- Nie dzięki, wolę się upewnić, że dotrzesz jednak do domu -powiedział szukając kluczyków.
- Nie przekonam cię?
- Nie - odpowiedział z uśmiechem otwierając samochód.
Westchnęłam i wsiadłam do jego samochodu. Usiadł za kierownicą i odpalił go. Wytłumaczyłam mu jak dojechać do mnie, a droga zajęła nam około dziesięciu minut. Zaparkował pod moim domem, a po chwili pod furtką znalazły się Daisy i szalejąca Sisi. W salonie świecił się światło.
- O nie, nie chcę tam wracać-jęknęłam.
- Aż tak źle? -zapytał rozpawiony moją reakcją.
- Nie wiem chcę poznać odpowiedź na to pytanie-zaśmiałam się. - Trzeba się zmierzyć. Nie ważne. Dziękuję za miły spacer -powiedziałam uśmiechając się do niego.
Matt?
środa, 14 grudnia 2016
Od Matt'a cd Amy
Spojrzałem na dziewczynę zatroskanym wzrokiem.
- Bardzo chętnie - uśmiechnąłem się. - Jesteś pewna, że wszystko dobrze? Często ci się to zdarza?
- Ostatnio tak, i tak wszystko dobrze - zaśmiała się.
- Może powinnaś iść z tym do lekarza? - spytałem
- Nie, sądzę, że to chwilowe - odparła i ruszyła w stronę wejścia do jednej z kawiarni.
Usiedliśmy przy małym stoliku i zamówiliśmy sobie po filiżance kawy.
- Zostawiłem niedaleko samochód, odwiozę cię, nie chcę żebyś po tym wracała sama - oznajmiłem.
- Nie trzeba, to naprawdę nic takiego - powiedziała starając się utwierdzić mnie w swoim przekonaniu.
- Nie darowałbym sobie, jakby ci się coś stało w drodze do domu, potraktuj to jako przysługę - uśmiechnąłem się.
- Niech ci będzie, jesteś uparty - prychnęła.
- Oj tam.
Rozkoszowaliśmy się swoimi gorącymi kawami, rozmawiając na wiele tematów. Gdy wypiliśmy na dworze było już ciemno, postanowiliśmy się zebrać. Jako, że mój samochód sał kilka ulic dalej musieliśmy tam dojść.
Amy?
- Bardzo chętnie - uśmiechnąłem się. - Jesteś pewna, że wszystko dobrze? Często ci się to zdarza?
- Ostatnio tak, i tak wszystko dobrze - zaśmiała się.
- Może powinnaś iść z tym do lekarza? - spytałem
- Nie, sądzę, że to chwilowe - odparła i ruszyła w stronę wejścia do jednej z kawiarni.
Usiedliśmy przy małym stoliku i zamówiliśmy sobie po filiżance kawy.
- Zostawiłem niedaleko samochód, odwiozę cię, nie chcę żebyś po tym wracała sama - oznajmiłem.
- Nie trzeba, to naprawdę nic takiego - powiedziała starając się utwierdzić mnie w swoim przekonaniu.
- Nie darowałbym sobie, jakby ci się coś stało w drodze do domu, potraktuj to jako przysługę - uśmiechnąłem się.
- Niech ci będzie, jesteś uparty - prychnęła.
- Oj tam.
Rozkoszowaliśmy się swoimi gorącymi kawami, rozmawiając na wiele tematów. Gdy wypiliśmy na dworze było już ciemno, postanowiliśmy się zebrać. Jako, że mój samochód sał kilka ulic dalej musieliśmy tam dojść.
Amy?
Od Amy cd Matt'a
- Owszem, jednak siłę czerpie z nocy. Jednak zachody są niesamowite.
Kończy się jeden dzień i daje początek nowemu. Co jest niesamowite.
- Racja - odpowiedział.
Siedzieliśmy w przyjemnej ciszy, obserwując zachód słońca. Niebo było usłane tysiącem pięknych barw. Oparłam delikatnie głowę o jego ramię. Wydawał się zakłopotany, co wywołało szeroki uśmiech na mojej twarzy.
- Przecież cie nie zjem, ale jeśli sobie nie życzysz... Przeszkadza ci to?
- Nie- powiedział po chwili.- Nie przeszkadza.
Siedzieliśmy jeszcze do czasu, gdy nie zrobiło się ciemno.
- Co prawda jest już trochę późno, ale może dasz skusić się na kawę lub herbatę- powiedziałam wstając z ławki. -W ramach rewanżu za spac...-urwałam i gdyby nie szybka reakcja Matta zaliczyłabym bliskie spotkanie z chodnikiem.
Za kręciło mi się w głowie. Znowu... Nie zliczę, jak często mi się to przytrafia ostatnio.
- Wszystko w porządku?-zapytał Matt, pomagając mi ustać prosto.
- Tak. Już mi przeszło. To jak z tą kawą łamaną na herbatę. No chyba że lubisz ich połączenie -powiedziałam z uśmiechem.
Matt?
- Racja - odpowiedział.
Siedzieliśmy w przyjemnej ciszy, obserwując zachód słońca. Niebo było usłane tysiącem pięknych barw. Oparłam delikatnie głowę o jego ramię. Wydawał się zakłopotany, co wywołało szeroki uśmiech na mojej twarzy.
- Przecież cie nie zjem, ale jeśli sobie nie życzysz... Przeszkadza ci to?
- Nie- powiedział po chwili.- Nie przeszkadza.
Siedzieliśmy jeszcze do czasu, gdy nie zrobiło się ciemno.
- Co prawda jest już trochę późno, ale może dasz skusić się na kawę lub herbatę- powiedziałam wstając z ławki. -W ramach rewanżu za spac...-urwałam i gdyby nie szybka reakcja Matta zaliczyłabym bliskie spotkanie z chodnikiem.
Za kręciło mi się w głowie. Znowu... Nie zliczę, jak często mi się to przytrafia ostatnio.
- Wszystko w porządku?-zapytał Matt, pomagając mi ustać prosto.
- Tak. Już mi przeszło. To jak z tą kawą łamaną na herbatę. No chyba że lubisz ich połączenie -powiedziałam z uśmiechem.
Matt?
wtorek, 13 grudnia 2016
Od Matt'a cd Amy
Spojrzałem rozbawiony na dziewczynę.
- Powiem ci, że niewątpliwie byłoby ciekawe zobaczyć świat z grzbietu wieloryba - zaśmiałem się. - W sumie, czemu nie? Mógłbym skoczyć.
- To byłoby znacznie bardziej interesujące, niż na przykład patrzeć na to z grzbietu konia - oznajmiła.
- Jeździłaś kiedyś? - uniosłem brew.
- Dorabiam jako instruktorka, więc jeżdżę regularnie - odparła.
- Tego o tobie nie wiedziałem - uśmiechnąłem się ciepło. - Może usiądziemy? - spytałem wskazując na ławkę przed nami.
- Pewnie - odrzekła.
Podeszliśmy do białej, drewnianej ławki, która stała zaraz przy drewnianym ogrodzeniu dzielącym molo od morza. Słońce powoli zaczynało zachodzić, uwielbiałem obserwować zachody słońca.
- Uwielbiam zachody słońca, a ty? - spojrzałem na nią.
Amy?
- Powiem ci, że niewątpliwie byłoby ciekawe zobaczyć świat z grzbietu wieloryba - zaśmiałem się. - W sumie, czemu nie? Mógłbym skoczyć.
- To byłoby znacznie bardziej interesujące, niż na przykład patrzeć na to z grzbietu konia - oznajmiła.
- Jeździłaś kiedyś? - uniosłem brew.
- Dorabiam jako instruktorka, więc jeżdżę regularnie - odparła.
- Tego o tobie nie wiedziałem - uśmiechnąłem się ciepło. - Może usiądziemy? - spytałem wskazując na ławkę przed nami.
- Pewnie - odrzekła.
Podeszliśmy do białej, drewnianej ławki, która stała zaraz przy drewnianym ogrodzeniu dzielącym molo od morza. Słońce powoli zaczynało zachodzić, uwielbiałem obserwować zachody słońca.
- Uwielbiam zachody słońca, a ty? - spojrzałem na nią.
Amy?
sobota, 10 grudnia 2016
Od Violet CD Aksela
Przełknęłam głośno ślinę. Nie byłam pewna, czy chcę, żeby jakiś obcy chłopak odprowadzał mnie do domu. Ale w tamtym momencie nie potrafiłam myśleć racjonalnie, a co dopiero się przeciwstawiać.
-Jasne-szepnęłam cicho, przecierając policzki wierzchem dłoni.
-Dasz radę iść?-zapytał, a w jego głosie dało się usłyszeć nutkę troski.
-Tak, wydaje mi się, że tak...ja po prostu...trochę się wystraszyłam-odparłam, a z moich oczu znowu wypłynęły łzy. Zakryłam twarz dłońmi. Po chwili poczułam, jak chłopak obejmuje mnie ramieniem.
-Chodź, Violet, wszystko będzie dobrze. Powiedz mi tylko, gdzie mieszkasz.
Przez całą drogę nic nie mówiłam. Nie potrafiłam wydusić z siebie żadnego słowa. Aksel od czasu do czasu spoglądał na mnie, jakby w obawie, że mogłoby mi się coś stać.
Gdy zatrzymaliśmy się przed drzwiami mojego mieszkania, udało mi się odezwać.
-Dziękuję ci, że mnie uratowałeś. Gdyby nie ty, nie wiem, jak by to się skończyło. Ja...ja naprawdę dziękuję.
Aksel?
-Jasne-szepnęłam cicho, przecierając policzki wierzchem dłoni.
-Dasz radę iść?-zapytał, a w jego głosie dało się usłyszeć nutkę troski.
-Tak, wydaje mi się, że tak...ja po prostu...trochę się wystraszyłam-odparłam, a z moich oczu znowu wypłynęły łzy. Zakryłam twarz dłońmi. Po chwili poczułam, jak chłopak obejmuje mnie ramieniem.
-Chodź, Violet, wszystko będzie dobrze. Powiedz mi tylko, gdzie mieszkasz.
Przez całą drogę nic nie mówiłam. Nie potrafiłam wydusić z siebie żadnego słowa. Aksel od czasu do czasu spoglądał na mnie, jakby w obawie, że mogłoby mi się coś stać.
Gdy zatrzymaliśmy się przed drzwiami mojego mieszkania, udało mi się odezwać.
-Dziękuję ci, że mnie uratowałeś. Gdyby nie ty, nie wiem, jak by to się skończyło. Ja...ja naprawdę dziękuję.
Aksel?
Od Aksela CD Violet
Pokręciłem powoli głową, podnosząc ręce w geście obronnym. Przecież nie chciałem jej skrzywdzić, wręcz przeciwnie.
- Spokojnie, nic ci nie zrobię. Nie bój się. - powiedziałem łagodnym tonem.
Dłonie dziewczyny trzęsły się jak galareta, delikatny makijaż rozmył się, miała zaczerwienione oczy od płaczu.
- O-obiecujesz?
- Tak. - odparłem. - Jestem Aksel. - przedstawiłem się.
- Violet. - odparła cichym, łamiącym się tonem.
- W porządku, odprowadzę cię do domu. Dobrze?
?
- Spokojnie, nic ci nie zrobię. Nie bój się. - powiedziałem łagodnym tonem.
Dłonie dziewczyny trzęsły się jak galareta, delikatny makijaż rozmył się, miała zaczerwienione oczy od płaczu.
- O-obiecujesz?
- Tak. - odparłem. - Jestem Aksel. - przedstawiłem się.
- Violet. - odparła cichym, łamiącym się tonem.
- W porządku, odprowadzę cię do domu. Dobrze?
?
Od Violet CD Aksela
Musiałam zostać w pracy dużo dłużej niż zwykle. Oczywiście to mnie kazali wszytko posprzątać. Miałam już dość tego wykorzystywania, ale nie potrafiłam się przeciwstawić.
Westchnęłam cicho, kucając przy jednym z kociaków. Delikatnie zmierzwiłam miękką sierść na jego główce.
-Do jutra-mruknęłam, rzucając ostanie spojrzenie na ciemną kawiarnię. Zamknęłam drzwi i przekręciłam kluczyk. Ruszyłam przed siebie. Było naprawdę bardzo cicho, rzadko przejeżdżały auta. Nie szło mi się za dobrze, musiałam przyznać przed samą sobą, że się bałam. Wcisnęłam ręce do kieszeni i przyspieszyłam kroku. W pewnym momencie poczułam dziwne uczucie, jakby ktoś mnie obserwował. Nerwowo odwróciłam głowę, lecz nikogo za mną nie było. Już chciałam odetchnąć z ulgą, gdy nagle ktoś mocno mną szarpnął.
Byłam przerażona, a jakiś ogromny mężczyzna ciągnął mnie do ciemnej uliczki. Z moich oczu wypływały potoki łez, ale nie potrafiłam wydusić z siebie żadnego dźwięku. Oprawca zaczął mówić do mnie w obcym języku, a po chwili jego ręce zaczęły błądzić po moim ciele. Wtedy udało mi się krzyknąć. Zrobiłam to najgłośniej, jak tylko potrafiłam. Mężczyzna tylko cicho się zaśmiał. Próbowałam się jakoś wyrwać, ale to też było na nic. Gdy chciałam się poddać, ktoś odepchnął oprawcę, który upadł na ziemię. Mruknął coś, po czym uciekł.
-Nic ci nie jest? Nic ci nie zrobił?-zapytał jakiś chłopak, kładąc ręce na moich ramionach. Instynktownie zrobiłam krok w tył.
-Proszę, nie rób mi krzywdy-szepnęłam, ocierając mokre od łez policzki. Bałam się, okropnie się bałam.
Aksel?
Westchnęłam cicho, kucając przy jednym z kociaków. Delikatnie zmierzwiłam miękką sierść na jego główce.
-Do jutra-mruknęłam, rzucając ostanie spojrzenie na ciemną kawiarnię. Zamknęłam drzwi i przekręciłam kluczyk. Ruszyłam przed siebie. Było naprawdę bardzo cicho, rzadko przejeżdżały auta. Nie szło mi się za dobrze, musiałam przyznać przed samą sobą, że się bałam. Wcisnęłam ręce do kieszeni i przyspieszyłam kroku. W pewnym momencie poczułam dziwne uczucie, jakby ktoś mnie obserwował. Nerwowo odwróciłam głowę, lecz nikogo za mną nie było. Już chciałam odetchnąć z ulgą, gdy nagle ktoś mocno mną szarpnął.
Byłam przerażona, a jakiś ogromny mężczyzna ciągnął mnie do ciemnej uliczki. Z moich oczu wypływały potoki łez, ale nie potrafiłam wydusić z siebie żadnego dźwięku. Oprawca zaczął mówić do mnie w obcym języku, a po chwili jego ręce zaczęły błądzić po moim ciele. Wtedy udało mi się krzyknąć. Zrobiłam to najgłośniej, jak tylko potrafiłam. Mężczyzna tylko cicho się zaśmiał. Próbowałam się jakoś wyrwać, ale to też było na nic. Gdy chciałam się poddać, ktoś odepchnął oprawcę, który upadł na ziemię. Mruknął coś, po czym uciekł.
-Nic ci nie jest? Nic ci nie zrobił?-zapytał jakiś chłopak, kładąc ręce na moich ramionach. Instynktownie zrobiłam krok w tył.
-Proszę, nie rób mi krzywdy-szepnęłam, ocierając mokre od łez policzki. Bałam się, okropnie się bałam.
Aksel?
Od Aksela CD Violet
Był już środek nocy, nie mogłem spać. Nie chcąc dłużej przewracać się z jednego boku na drugi postanowiłem wybrać się na spacer, może to mi pomoże. Przeszedłem park i ruszyłem w drogę powrotną, na ulicach było już pusto, rzadko przejeżdżał jakiś samochód, jedyne co było słychać to ciszę a w niektórych miejscach głośną muzykę z klubów. Nagle idealną ciszę przerwał krzyk. Dochodził on z jednej z ciemnych uliczek, wyciągnąłem dłonie z kieszeni bluzy i ruszyłem w jej kierunku. Jakiś facet próbował rozebrać dziewczynę, trudno było mi określić w jakim był wieku, ponieważ miał na twarzy kominiarkę, cały ubrany był na czarno. Nie mogłem tak bezczynnie stać, musiałem jej pomóc. Odepchnąłem go od niej tak, że upadł na podłogę. Wymruczał coś pod nosem w innym języku, chwilę chyba zastanawiał się czy mnie nie zaatakować, ostatecznie uciekł.
- Nic ci nie jest? - spytałem podchodząc do roztrzęsionej dziewczyny. - Nic ci nie zrobił? - spytałem kładąc dłonie na jej ramionach widząc, że ledwo trzyma się na nogach.
? Taki rumak na białym księciu XDD
- Nic ci nie jest? - spytałem podchodząc do roztrzęsionej dziewczyny. - Nic ci nie zrobił? - spytałem kładąc dłonie na jej ramionach widząc, że ledwo trzyma się na nogach.
? Taki rumak na białym księciu XDD
czwartek, 8 grudnia 2016
Od Amy cd Matt'a
- Dzięki -powiedziałam z rozbawieniem.
Patrzyłam na chłopaka śmiejąc się w duchu. Już od dawna nie widziałam takiej radości na widok zwykłej waty cukrowej. Nawet u dzieci. Urwałam kawałek waty i rozkoszowałam się jej smakiem. Smak dzieciństwa. Spojrzałam ponownie na chłopaka
- Co się tak przyglądasz? -zapytał zaaferowany swoją zdobyczą.
- Nic, po prostu już dawno nie widziałam tak szczerej radości, jak twoja -zaśmiałam się.- Ale spoko znam to. Sama mam jazdę na żelki, więc cię rozumiem.
Ruszyliśmy na pobliskie molo.
- Czyli w razie czego można cię przekupić żelkami? -zaśmiał się chłopak.
- Dla nich zrobię prawie wszystko. Na pewno nie wskoczyła bym za nie na wieloryba. Wskoczyła bym na niego z czystej ciekawości, jak wygląda świat z grzbietu wieloryba -zażartowałam. - A ty? Wskoczył byś? -zapytałam z chytrym uśmiechem, odrywając następny fragment waty.
Matt?
Patrzyłam na chłopaka śmiejąc się w duchu. Już od dawna nie widziałam takiej radości na widok zwykłej waty cukrowej. Nawet u dzieci. Urwałam kawałek waty i rozkoszowałam się jej smakiem. Smak dzieciństwa. Spojrzałam ponownie na chłopaka
- Co się tak przyglądasz? -zapytał zaaferowany swoją zdobyczą.
- Nic, po prostu już dawno nie widziałam tak szczerej radości, jak twoja -zaśmiałam się.- Ale spoko znam to. Sama mam jazdę na żelki, więc cię rozumiem.
Ruszyliśmy na pobliskie molo.
- Czyli w razie czego można cię przekupić żelkami? -zaśmiał się chłopak.
- Dla nich zrobię prawie wszystko. Na pewno nie wskoczyła bym za nie na wieloryba. Wskoczyła bym na niego z czystej ciekawości, jak wygląda świat z grzbietu wieloryba -zażartowałam. - A ty? Wskoczył byś? -zapytałam z chytrym uśmiechem, odrywając następny fragment waty.
Matt?
wtorek, 6 grudnia 2016
Od Matt'a cd Amy
Spojrzałem na dziewczynę.
- No więc, jak już wiesz pochodzę z Londynu, najpierw mieszkałem w San Mateo, a później przeniosłem się do San Francisco. Mieszkam sam, mieszkanie dostałem od rodziców w prezencie na urodziny - oznajmiłem.
- Nie nudno jest ci tak samemu mieszkać? - uniosła brew.
- Czasami nudno, ale cieszę się spokojem i tym, że nikt mi nie przeszkadza - uśmiechnąłem się.
- No jak kto woli, u mnie zawsze się coś dzieje - zaśmiała się.
- Nie wątpię - przytaknąłem.
Szliśmy sobie przez plażę, nie umknęła mi budka z watą cukrową.
- O ja! Amy patrz, wata cukrowa! - zawołałem ciesząc się jak dziecko, ponieważ naprawdę uwielbiałem ją jeść i pociągnąłem ją w stronę stoiska.
Dziewczyna nie zdążyła nawet nic powiedzieć, bo ja już zamówiłem dwie duże waty cukrowe. Chwilę później dostałem do ręki jedną, którą jej podałem, a zaraz później drugą, dla mnie. Zapłaciłem mężczyźnie i spojrzałem na rozbawioną dziewczynę.
Amy?
- No więc, jak już wiesz pochodzę z Londynu, najpierw mieszkałem w San Mateo, a później przeniosłem się do San Francisco. Mieszkam sam, mieszkanie dostałem od rodziców w prezencie na urodziny - oznajmiłem.
- Nie nudno jest ci tak samemu mieszkać? - uniosła brew.
- Czasami nudno, ale cieszę się spokojem i tym, że nikt mi nie przeszkadza - uśmiechnąłem się.
- No jak kto woli, u mnie zawsze się coś dzieje - zaśmiała się.
- Nie wątpię - przytaknąłem.
Szliśmy sobie przez plażę, nie umknęła mi budka z watą cukrową.
- O ja! Amy patrz, wata cukrowa! - zawołałem ciesząc się jak dziecko, ponieważ naprawdę uwielbiałem ją jeść i pociągnąłem ją w stronę stoiska.
Dziewczyna nie zdążyła nawet nic powiedzieć, bo ja już zamówiłem dwie duże waty cukrowe. Chwilę później dostałem do ręki jedną, którą jej podałem, a zaraz później drugą, dla mnie. Zapłaciłem mężczyźnie i spojrzałem na rozbawioną dziewczynę.
Amy?
poniedziałek, 5 grudnia 2016
Od Amy cd Matt'a
Stanęłam na przeciwko chłopaka.
- Hej - powiedziałam z szerokim uśmiechem.
- Hej, fajnie, że przyszłaś -odrzekł.
- Fajnie, że zaprosiłeś -zaśmiałam się.
Ruszyliśmy przed siebie w kierunku pobliskiej plaży. Zawsze lubiłam spacerować tamtą drogą.
- Ostatnio powiedziałeś, że odwiedzasz rodziców. Pochodzisz z San Mateo? -zapytałam chłopaka.
- Nie, pochodzę z Londynu, później przenieśliśmy się do San Mateo, ale po pewnym czasie postanowiłem zamieszkać w San Francisco. A ty?
- Możemy założyć klub Brytyjczyków w Stanach, tylko ja jestem rdzenną mieszkanką Dover. W wieku 17 lat zostałam zmuszona do wyjazdu do Nowego Jorku, gdzie mieszka mój najstarszy brat. Rok później postanowiłam się wyprowadzić do San Mateo. Mój dziadek kiedyś zakupił tu dom i przepisał mi go w spadku. Gratis dostałam dwóch braci, którzy traktują mój dom jak hotel- zażartowałam. - Ale koniec o mnie, bo tylko ja się tu produkuje. Opowiedz mi coś o sobie -spojrzałam na niego z uśmiechem.
Matt? ^-^
- Hej - powiedziałam z szerokim uśmiechem.
- Hej, fajnie, że przyszłaś -odrzekł.
- Fajnie, że zaprosiłeś -zaśmiałam się.
Ruszyliśmy przed siebie w kierunku pobliskiej plaży. Zawsze lubiłam spacerować tamtą drogą.
- Ostatnio powiedziałeś, że odwiedzasz rodziców. Pochodzisz z San Mateo? -zapytałam chłopaka.
- Nie, pochodzę z Londynu, później przenieśliśmy się do San Mateo, ale po pewnym czasie postanowiłem zamieszkać w San Francisco. A ty?
- Możemy założyć klub Brytyjczyków w Stanach, tylko ja jestem rdzenną mieszkanką Dover. W wieku 17 lat zostałam zmuszona do wyjazdu do Nowego Jorku, gdzie mieszka mój najstarszy brat. Rok później postanowiłam się wyprowadzić do San Mateo. Mój dziadek kiedyś zakupił tu dom i przepisał mi go w spadku. Gratis dostałam dwóch braci, którzy traktują mój dom jak hotel- zażartowałam. - Ale koniec o mnie, bo tylko ja się tu produkuje. Opowiedz mi coś o sobie -spojrzałam na niego z uśmiechem.
Matt? ^-^
Od Matt'a cd Amy
Mimowolnie uśmiechnąłem się na widok sms'a od dziewczyny. Dogadaliśmy się jeszcze co do godziny spotkania i miejsca. Wstałem leniwie z kanapy i poszedłem się naszykować, nie zajęło mi to dużo czasu, dlatego już kilkanaście minut później siedziałem w samochodzie. Przekręciłem kluczyk w stacyjce i ruszyłem powoli w stronę głównej drogi. Lubiłem jeździć samochodem, szczególnie gdzieś dalej. Droga do San Mateo nie była długa, dlatego nie do końca udało mi się nacieszyć jazdą. Zaparkowałem pojazd na podjeździe moich rodziców i go opuściłem, następnie kierując się do drzwi.
Spędziłem około półtorej godziny z rodzicami przy kawie i cieście. Często zastanawiało mnie jak to jest, że mojej mamie wychodzą tak dobre ciasta, a ja pracując w kawiarni i tak nie mogę jej dorównać. Dzisiaj była niedziela, co oznaczało, że jutro znów idę do pracy. Zbliżała się 16.30, czyli godzina mojego spotkania z Amy. Pożegnałem się z rodzicami i pojechałem w umówione miejsce. Wysiadłem z samochodu i ruszyłem w stronę dziewczyny, która również szła w moim kierunku. Podszedłem do niej z uśmiechem.
Amy? 8)
Spędziłem około półtorej godziny z rodzicami przy kawie i cieście. Często zastanawiało mnie jak to jest, że mojej mamie wychodzą tak dobre ciasta, a ja pracując w kawiarni i tak nie mogę jej dorównać. Dzisiaj była niedziela, co oznaczało, że jutro znów idę do pracy. Zbliżała się 16.30, czyli godzina mojego spotkania z Amy. Pożegnałem się z rodzicami i pojechałem w umówione miejsce. Wysiadłem z samochodu i ruszyłem w stronę dziewczyny, która również szła w moim kierunku. Podszedłem do niej z uśmiechem.
Amy? 8)
niedziela, 4 grudnia 2016
Od Amy cd Matt'a
Rano obudziłam się z potwornym bólem głowy. O ile "rano" można nazwać
godzinę prawie dwunastą. Zwlekłam się do kuchni, gdzie czekała mnie
niespodzianka w postaci mojego najstarszego brata oraz śniadania.
- Nie wyglądasz najlepiej -powiedział uważnie mnie obserwując.
- Też cię miło widzieć Tom. Co tu robisz? -zapytałam biorąc dzbanek z wodą i nalewając ją do szklanki.
- Odpowiadam na skargi Alexy'ego. Schudłaś od naszego ostatniego spotkania.
- To komplement? -zapytałam biorąc kanapkę z talerza stojącego na stole.
Prawda, ostatnio sporo schudłam, byłam przemęczona i po posiłku miałam bóle w podbrzuszu, ale mogło to być spowodowane chociażby stresem. Alexy od razu zakładał, że dzieje się coś złego.
- Jutro jesteś umówiona z samego rana do lekarza. Bez żadnych dyskusji- rzekł ostro Thomas.
Dokończyłam śniadanie mierząc brata piorunującym spojrzeniem, a gdy skończyłam wzięłam leki i wyszłam na taras. Z domu dobiegała mnie dyskusja moich braci. Fajnie, mój dom jako motel dla braci. Dlaczego nie? Wyjęłam telefon z kieszeni spodni i zobaczyłam nieodebranego SMSa. Kto to mógł napisać? Po chwili zastanowienia doszłam do wniosku, że jedyną osobą, której mogłam podać numer to Matt, więc odpisałam mu szybko:
Hej. Wspólny spacer? Bardzo chętnie ^^
Matt?
- Nie wyglądasz najlepiej -powiedział uważnie mnie obserwując.
- Też cię miło widzieć Tom. Co tu robisz? -zapytałam biorąc dzbanek z wodą i nalewając ją do szklanki.
- Odpowiadam na skargi Alexy'ego. Schudłaś od naszego ostatniego spotkania.
- To komplement? -zapytałam biorąc kanapkę z talerza stojącego na stole.
Prawda, ostatnio sporo schudłam, byłam przemęczona i po posiłku miałam bóle w podbrzuszu, ale mogło to być spowodowane chociażby stresem. Alexy od razu zakładał, że dzieje się coś złego.
- Jutro jesteś umówiona z samego rana do lekarza. Bez żadnych dyskusji- rzekł ostro Thomas.
Dokończyłam śniadanie mierząc brata piorunującym spojrzeniem, a gdy skończyłam wzięłam leki i wyszłam na taras. Z domu dobiegała mnie dyskusja moich braci. Fajnie, mój dom jako motel dla braci. Dlaczego nie? Wyjęłam telefon z kieszeni spodni i zobaczyłam nieodebranego SMSa. Kto to mógł napisać? Po chwili zastanowienia doszłam do wniosku, że jedyną osobą, której mogłam podać numer to Matt, więc odpisałam mu szybko:
Hej. Wspólny spacer? Bardzo chętnie ^^
Matt?
Od Matt'a cd Amy
Wziąłem serwetkę i schowałem ją do kieszeni, ostrożnie, aby dało się z niej później coś jeszcze odczytać. Chwilę później sam zbierałem się do wyjścia. Wziąłem taksówkę i już trzydzieści minut później byłem w domu. Wyjąłem serwetkę z kieszeni i położyłem ją na blacie w kuchni, po czym poszedłem do łazienki się ogarnąć. Gdy opuściłem pomieszczenie położyłem się na łóżku i zawinąłem w kołdrę.
***
Następnego dnia rano obudziłem się z lekkim kacem, dlatego pierwszym co zrobiłem po podniesieniu się z łóżka było udanie się do kuchni i wzięcie aspiryny. Na blacie zauważyłem serwetkę z jakimś numerem telefonu, po dokładnym przeanalizowaniu zapisanych na niej liczb i słów okazało się, że numer ten należy do Amy. Nie zastanawiając się długo zapisałem go w telefonie i wziąłem się za robienie śniadania. Po śniadaniu ułożyłem się wygodnie na kanapie i oglądałem telewizję. Gdy ostatnio byłem u rodziców umówiłem się z nimi, że zajrzę dzisiaj. Postanowiłem przy okazji zaproponować spotkanie Amy, w tym celu wysłałem jej sms:
'Hej, będę dzisiaj w San Mateo. Co powiesz na wspólny spacer? ;p'
Amy?
***
Następnego dnia rano obudziłem się z lekkim kacem, dlatego pierwszym co zrobiłem po podniesieniu się z łóżka było udanie się do kuchni i wzięcie aspiryny. Na blacie zauważyłem serwetkę z jakimś numerem telefonu, po dokładnym przeanalizowaniu zapisanych na niej liczb i słów okazało się, że numer ten należy do Amy. Nie zastanawiając się długo zapisałem go w telefonie i wziąłem się za robienie śniadania. Po śniadaniu ułożyłem się wygodnie na kanapie i oglądałem telewizję. Gdy ostatnio byłem u rodziców umówiłem się z nimi, że zajrzę dzisiaj. Postanowiłem przy okazji zaproponować spotkanie Amy, w tym celu wysłałem jej sms:
'Hej, będę dzisiaj w San Mateo. Co powiesz na wspólny spacer? ;p'
Amy?
czwartek, 1 grudnia 2016
Od Amy cd Matt'a
Siedzieliśmy pijąc drinki, aż w końcu doczłapał się do nas Peter.
- Czyyy tego... No -zaczął coś mamrotać pod nosem. -Coś miałem, ale nie wiem- powiedział drapiąc się po głowie i odszedł.
Spojrzeliśmy po sobie i wybuchliśmy śmiechem. Do czwartej siedzieliśmy przy stoliku pijąc drinki, żartując i wychodząc od czasu do czasu na parkiet. Nad ranem podszedł do nas Alexy.
- Amy, jedziemy do domu -powiedział szukając kluczyków.
- Braciszku, ja nigdzie nie jadę -powiedziałam, chwiejąc się lekko na wszystkie strony.
- To twój brat? -zapytał zaskoczony chłopak.
- Niestety tak -burknęłam.
Widząc, że Alexy się niecierpliwi zapisałam swój numer telefonu na serwetce, którą dałam Matt'owi.
- W razie czego dzwoń- powiedziałam, a Alex złapał mnie i przerzucił mnie sobie i wyniósł siłą z klub, przy śpiewie Jacka "Zostawcie Titanica".
- Do zobaczenia Matt -krzyknęłam na pożegnanie.
Matt?
- Czyyy tego... No -zaczął coś mamrotać pod nosem. -Coś miałem, ale nie wiem- powiedział drapiąc się po głowie i odszedł.
Spojrzeliśmy po sobie i wybuchliśmy śmiechem. Do czwartej siedzieliśmy przy stoliku pijąc drinki, żartując i wychodząc od czasu do czasu na parkiet. Nad ranem podszedł do nas Alexy.
- Amy, jedziemy do domu -powiedział szukając kluczyków.
- Braciszku, ja nigdzie nie jadę -powiedziałam, chwiejąc się lekko na wszystkie strony.
- To twój brat? -zapytał zaskoczony chłopak.
- Niestety tak -burknęłam.
Widząc, że Alexy się niecierpliwi zapisałam swój numer telefonu na serwetce, którą dałam Matt'owi.
- W razie czego dzwoń- powiedziałam, a Alex złapał mnie i przerzucił mnie sobie i wyniósł siłą z klub, przy śpiewie Jacka "Zostawcie Titanica".
- Do zobaczenia Matt -krzyknęłam na pożegnanie.
Matt?
Od Matt'a cd Amy
Zacząłem poruszać zmysłowo brwiami na słowa wypowiedziane przez chłopaka, na co Amy tylko parsknęła śmiechem.
- No co? Raz się zdarzyć mogło. Za to my w tej chwili idziemy tańczyć -powiedziała wstając i ciągnąc mnie za rękę.
Lekko zdezorientowany podążałem za dziewczyną prosto na parkiet, w końcu udało nam się znaleźć niewielki kawałek miejsca. Przetańczyliśmy razem kilka piosenek, muszę przyznać, że naprawdę dobrze się z nią tańczy.
- Nie bolą cię nogi? - spytałem przekrzykując muzykę.
- No jestem już trochę zmęczona - odparła uśmiechając się do mnie.
- Zatem proponuję wrócić do stolika i odpocząć - zaproponowałem.
- Okej, ale proponuję jeszcze się czegoś napić - oznajmiła poważnie.
Złapałem ją za rękę, aby jej nie zgubić i zacząłem ciągnąć w stronę stolików. Po drodze zgarnęliśmy po drinku i usiedliśmy przy naszym stoliku, jednak większość znajomych gdzieś tańczyła.
Amy?
- No co? Raz się zdarzyć mogło. Za to my w tej chwili idziemy tańczyć -powiedziała wstając i ciągnąc mnie za rękę.
Lekko zdezorientowany podążałem za dziewczyną prosto na parkiet, w końcu udało nam się znaleźć niewielki kawałek miejsca. Przetańczyliśmy razem kilka piosenek, muszę przyznać, że naprawdę dobrze się z nią tańczy.
- Nie bolą cię nogi? - spytałem przekrzykując muzykę.
- No jestem już trochę zmęczona - odparła uśmiechając się do mnie.
- Zatem proponuję wrócić do stolika i odpocząć - zaproponowałem.
- Okej, ale proponuję jeszcze się czegoś napić - oznajmiła poważnie.
Złapałem ją za rękę, aby jej nie zgubić i zacząłem ciągnąć w stronę stolików. Po drodze zgarnęliśmy po drinku i usiedliśmy przy naszym stoliku, jednak większość znajomych gdzieś tańczyła.
Amy?
Od Amy cd Matt'a
Potańczyłam z chłopakami i koło pierwszej klapnęłam na kanapę.
Siedziałam przy stoliku pijąc drinka i obserwując osoby dokoła. Chłopaki
wyruszyli na podryw, albo leżeli zalani pod stołami. Nie którzy
tańczyli ze swoimi partnerkami podobnie jak Jack i Fiona. Kiedyś byłam
równie szczęśliwa jak oni... Stare czasy. W tym momencie moje
przemyślenia przerwał Matt, który zasiadł obok mnie, obejmując mnie i
chwytając za szklankę z alkoholem.
- Stało się coś? -zapytał mnie.
- Nie - powiedziałam, przekrzykując muzykę, uśmiechając się do niego i oparłam głowę na jego ramieniu. -Dopadła mnie zaduma, ale właśnie poszła się powiesić w łazience. Jak się bawisz?
- Super -odparł.
- Ej, Amy! Liczę na taniec na barze twój i Davida! -krzyknął już nieźle upity Stan.
- Może później... W innym życiu -odkrzyknęłam do niego ze śmiechem.
Sięgnęłam po drinka, a moje spojrzenie przeniosło się na Matta, który sugestywnie poruszał brwiami, szczerząc się jak wariat. Parsknęłam śmiechem.
- No co? Raz się zdarzyć mogło. Za to my w tej chwili idziemy tańczyć -powiedziałam wstając i ciągnąc go za rękę.
Matt?
- Stało się coś? -zapytał mnie.
- Nie - powiedziałam, przekrzykując muzykę, uśmiechając się do niego i oparłam głowę na jego ramieniu. -Dopadła mnie zaduma, ale właśnie poszła się powiesić w łazience. Jak się bawisz?
- Super -odparł.
- Ej, Amy! Liczę na taniec na barze twój i Davida! -krzyknął już nieźle upity Stan.
- Może później... W innym życiu -odkrzyknęłam do niego ze śmiechem.
Sięgnęłam po drinka, a moje spojrzenie przeniosło się na Matta, który sugestywnie poruszał brwiami, szczerząc się jak wariat. Parsknęłam śmiechem.
- No co? Raz się zdarzyć mogło. Za to my w tej chwili idziemy tańczyć -powiedziałam wstając i ciągnąc go za rękę.
Matt?
wtorek, 29 listopada 2016
Od Matt'a cd Amy
Spojrzałem na uśmiechniętą dziewczynę zmierzającą w moją stronę.
- Cześć - zawołała, abym ją słyszał.
- Hej, ładnie wyglądasz - oznajmiłem również się uśmiechając.
- Dziękuję, chodź poznasz moich znajomych - zachichotała i pociągnęła mnie do stolika, przy którym siedziała grupka ludzi.
Wszyscy coś pili, na kanapach było jeszcze trochę wolnego miejsca, gdy Amy usiadła zająłem miejsce obok niej. Domówiłem sobie drinka, który już po chwili został mi dostarczony. Dziewczyna przedstawiła mnie swoim znajomym.
- To jest Jack, to David, to Fiona, Peter, Anna, Stan, Susan - oznajmiła wskazując kolejno na osoby zajmujące miejsce przy niedużym stoliku. - A to jest Matt. - wskazała na mnie.
- Miło poznać - uśmiechnąłem się w ich stronę.
Każdy wydawał się sympatyczny. Czas leciał szybko, nim się obejrzałem była już pierwsza. Muzyka grała tak głośno, że ledwo słyszałem co mówię. Po kilku godzinach imprezowania usiadłem na kanapie obok Amy. Byłem już trochę wstawiony, podobnie jak ona. Objąłem ją ramieniem i sięgnąłem po szklankę z alkoholem stojącą naprzeciwko mnie. Nie umknęło mi, że od jakiegoś czasu nie ruszała się z pozycji siedzącej.
- Stało się coś? - spytałem biorąc łyka napoju.
Amy?
- Cześć - zawołała, abym ją słyszał.
- Hej, ładnie wyglądasz - oznajmiłem również się uśmiechając.
- Dziękuję, chodź poznasz moich znajomych - zachichotała i pociągnęła mnie do stolika, przy którym siedziała grupka ludzi.
Wszyscy coś pili, na kanapach było jeszcze trochę wolnego miejsca, gdy Amy usiadła zająłem miejsce obok niej. Domówiłem sobie drinka, który już po chwili został mi dostarczony. Dziewczyna przedstawiła mnie swoim znajomym.
- To jest Jack, to David, to Fiona, Peter, Anna, Stan, Susan - oznajmiła wskazując kolejno na osoby zajmujące miejsce przy niedużym stoliku. - A to jest Matt. - wskazała na mnie.
- Miło poznać - uśmiechnąłem się w ich stronę.
Każdy wydawał się sympatyczny. Czas leciał szybko, nim się obejrzałem była już pierwsza. Muzyka grała tak głośno, że ledwo słyszałem co mówię. Po kilku godzinach imprezowania usiadłem na kanapie obok Amy. Byłem już trochę wstawiony, podobnie jak ona. Objąłem ją ramieniem i sięgnąłem po szklankę z alkoholem stojącą naprzeciwko mnie. Nie umknęło mi, że od jakiegoś czasu nie ruszała się z pozycji siedzącej.
- Stało się coś? - spytałem biorąc łyka napoju.
Amy?
poniedziałek, 28 listopada 2016
Od Amy cd Matt'a
- Pa - odpowiedziałam i otworzyłam drzwi od domu.
Ruszyłam przez dom prosto do kuchni, gdzie zastałam brata czytającego mój ostatni artykuł.
- Co na kolację?-zapytał nie podnosząc nawet wzroku, a ja postawiłam przed nim worek karmy.
- Kolację podano, smacznego- powiedziałam i zabrałam się za rozpakowanie torby z zakupami.
- Śmieszne -mruknął pod nosem.
- A kto był trzy dni na gastro? To ty mi powinieneś gotować, za to że cię tu trzymam. Wszyscy w okolicy trzydziestu kilometrów gadają, że ja tu mam dom rozpusty.
- Bo uwierzę, że się tym przejmujesz.
*** *** ***
Następnego dnia z rana zabrałam psy i poszłam pobiegać. Mijałam "osiedlowe monitoringi" uśmiechając się tylko, gdy przebiegałam obok. Po powrocie do domu zabrałam laptopa do salonu i zabrałam się za artykuł z mojej wycieczki do Brazylii. Reszta dnia upłynęła mi na wybieraniu zdjęć i opisywaniu mojej przygody. Nim się obejrzałam musiała się zbierać na imprezę. Wzięłam szybki prysznic, wysuszyłam włosy i ubrałam się w czarny top wcinany w kokardkę, a do tego wysoką rozkloszowaną łososiową spódnicę do kolan (zdjęcie) oraz czarne szpilki. Na karmiłam psy i pojechałam z bratem do klubu. Spotkaliśmy tam już naszych dwóch kumpli Davida i Jacka wraz z jego dziewczyną Fioną. Usiedliśmy na kanapach w naszym ulubionym miejscu i zamówiliśmy drinki czekając na resztę. Po pewnym czasie zjawili się jeszcze Peter, Anna, Stan i Susan. W pewnym momencie zauważyła Matta i ruszyłam do niego z uśmiechem.
Matt?
Ruszyłam przez dom prosto do kuchni, gdzie zastałam brata czytającego mój ostatni artykuł.
- Co na kolację?-zapytał nie podnosząc nawet wzroku, a ja postawiłam przed nim worek karmy.
- Kolację podano, smacznego- powiedziałam i zabrałam się za rozpakowanie torby z zakupami.
- Śmieszne -mruknął pod nosem.
- A kto był trzy dni na gastro? To ty mi powinieneś gotować, za to że cię tu trzymam. Wszyscy w okolicy trzydziestu kilometrów gadają, że ja tu mam dom rozpusty.
- Bo uwierzę, że się tym przejmujesz.
*** *** ***
Następnego dnia z rana zabrałam psy i poszłam pobiegać. Mijałam "osiedlowe monitoringi" uśmiechając się tylko, gdy przebiegałam obok. Po powrocie do domu zabrałam laptopa do salonu i zabrałam się za artykuł z mojej wycieczki do Brazylii. Reszta dnia upłynęła mi na wybieraniu zdjęć i opisywaniu mojej przygody. Nim się obejrzałam musiała się zbierać na imprezę. Wzięłam szybki prysznic, wysuszyłam włosy i ubrałam się w czarny top wcinany w kokardkę, a do tego wysoką rozkloszowaną łososiową spódnicę do kolan (zdjęcie) oraz czarne szpilki. Na karmiłam psy i pojechałam z bratem do klubu. Spotkaliśmy tam już naszych dwóch kumpli Davida i Jacka wraz z jego dziewczyną Fioną. Usiedliśmy na kanapach w naszym ulubionym miejscu i zamówiliśmy drinki czekając na resztę. Po pewnym czasie zjawili się jeszcze Peter, Anna, Stan i Susan. W pewnym momencie zauważyła Matta i ruszyłam do niego z uśmiechem.
Matt?
środa, 23 listopada 2016
Od Kaydena
Po rozmowie z Vanessą, wróciłem do prokuratury i uporządkowałem papiery z
wielu prowadzonych przeze mnie spraw, segregując te zakończone i
odkładając je na bok.
- Skończyłeś? - zapytał Luke, mój przyjaciel, który tak jak i ja pracował w prokuraturze. - Może skoczylibyśmy na piwo? - zagadnął.
Spojrzałem na niego rozbawiony.
- Nie spieszy ci się do domu, co? - zakpiłem.
Pokręcił głową.
- Przyjechała siostra żony. Nienawidzimy się - przyznał szczerze, co rozbawiło mnie jeszcze bardziej.
Odłożyłem teczki i segregatory na półkę i zacząłem zbierać z biurka kluczyki, telefon i dokumenty, które miałem wziąć ze sobą.
- Chyba, że się spieszysz.. - zaczął Luke, ale ja pokręciłem głową.
- I tak nie mam nic do roboty - zapewniłem. - Caleb jest u rodziców Vanessy, nie mam planów...
Przyjaciel pokiwał głową i wyszliśmy z gmachu budynku. Jako że Luke miał popsute auto, wsiadł do mojego i pojechaliśmy najpierw do mnie, podrzucić dokumenty i zostawić samochód, po czym wzięliśmy taksówkę do centrum, gdzie obaj znaliśmy jeszcze z czasów, gdy byliśmy nastolatkami, najlepsze bary.
Usiedliśmy przy barze, rozmawiając przy piwie i tracąc poczucie czasu, dopóki nie zadzwoniła żona Luke'a, opieprzając go za o, że nie ma go jeszcze w domu, a obiecał coś naprawić.
Ja miałem to szczęście, że nawet gdy byliśmy z Nessą małżeństwem, nie męczyła mnie o takie błahostki jak naprawy, ja za to nie wypominałem nieraz pojawiającego się bałaganu lub braku obiadu Nie żyliśmy stereotypami o mężczyźnie, który musiał być złotą rączką i kobiecie-gosposi-sprzątaczce. Raczej oboje pochłonięci pracą rozumieliśmy wszystko i nie robiliśmy sobie wyrzutów.
Ale wszystko co dobre, zawsze musi się spieprzyć, więc oczywiście musieliśmy zacząć oddalać się od siebie, kłócić... Aż w końcu znalazłem sobie kobietę, z którą było łatwiej. I to przesądziło o końcu mojego i Vanessy małżeństwa. Nie byłem z tego dumny, ale też nie rozpamiętywałem przeszłości.
Poklepałem Luke'a po plecach, kiedy żaląc się, dopijał piwo i wyszedł, łapiąc jakąś taksówkę. Rozbawiony zakręciłem do połowy opróżnionym kuflem i wypiłem jego zawartość na raz, zamawiając kolejne piwo.
Po chwili usłyszałem, jak krzesło obok mnie się odsuwa...
(Ktoś?)
- Skończyłeś? - zapytał Luke, mój przyjaciel, który tak jak i ja pracował w prokuraturze. - Może skoczylibyśmy na piwo? - zagadnął.
Spojrzałem na niego rozbawiony.
- Nie spieszy ci się do domu, co? - zakpiłem.
Pokręcił głową.
- Przyjechała siostra żony. Nienawidzimy się - przyznał szczerze, co rozbawiło mnie jeszcze bardziej.
Odłożyłem teczki i segregatory na półkę i zacząłem zbierać z biurka kluczyki, telefon i dokumenty, które miałem wziąć ze sobą.
- Chyba, że się spieszysz.. - zaczął Luke, ale ja pokręciłem głową.
- I tak nie mam nic do roboty - zapewniłem. - Caleb jest u rodziców Vanessy, nie mam planów...
Przyjaciel pokiwał głową i wyszliśmy z gmachu budynku. Jako że Luke miał popsute auto, wsiadł do mojego i pojechaliśmy najpierw do mnie, podrzucić dokumenty i zostawić samochód, po czym wzięliśmy taksówkę do centrum, gdzie obaj znaliśmy jeszcze z czasów, gdy byliśmy nastolatkami, najlepsze bary.
Usiedliśmy przy barze, rozmawiając przy piwie i tracąc poczucie czasu, dopóki nie zadzwoniła żona Luke'a, opieprzając go za o, że nie ma go jeszcze w domu, a obiecał coś naprawić.
Ja miałem to szczęście, że nawet gdy byliśmy z Nessą małżeństwem, nie męczyła mnie o takie błahostki jak naprawy, ja za to nie wypominałem nieraz pojawiającego się bałaganu lub braku obiadu Nie żyliśmy stereotypami o mężczyźnie, który musiał być złotą rączką i kobiecie-gosposi-sprzątaczce. Raczej oboje pochłonięci pracą rozumieliśmy wszystko i nie robiliśmy sobie wyrzutów.
Ale wszystko co dobre, zawsze musi się spieprzyć, więc oczywiście musieliśmy zacząć oddalać się od siebie, kłócić... Aż w końcu znalazłem sobie kobietę, z którą było łatwiej. I to przesądziło o końcu mojego i Vanessy małżeństwa. Nie byłem z tego dumny, ale też nie rozpamiętywałem przeszłości.
Poklepałem Luke'a po plecach, kiedy żaląc się, dopijał piwo i wyszedł, łapiąc jakąś taksówkę. Rozbawiony zakręciłem do połowy opróżnionym kuflem i wypiłem jego zawartość na raz, zamawiając kolejne piwo.
Po chwili usłyszałem, jak krzesło obok mnie się odsuwa...
(Ktoś?)
wtorek, 22 listopada 2016
Od Vanessy
Kiedy tylko moja zmiana dobiegła końca, pożegnałam się z partnerem i
chwyciłam w dłoń swoją skórzaną kurtkę i kluczyki od auta, wychodząc ze
swojego gabinetu i wpadając prosto na swojego byłego męża, któremu omal
nie wylałam kawy.
- A ty ciągle na mnie lecisz - zakpił Kayden.
Zostawiłam sarkastyczny komentarz da siebie i spojrzałam tylko na blondyna, który uśmiechał się promiennie.
- Co tu robisz? - zapytałam, splatając ręce na piersi.
- Jaka bojowo nastawiona - zaśmiał się. - Spokojnie, nie przyszedłem przeszkadzać, a pomóc. Ty prowadzisz śledztwo w sprawie przemytu broni i narkotyków?
- Tylko mi nie mów, że prokuratura znów ma zamiar zawracać nam dupę i przysłali ciebie? - warknęłam. - To moja sprawa i masz mi się nie mieszać.
- Mam się czuć urażony aluzją, że zawracam du.pę, czy że jestem chłopcem na posyłki prokuratury? - zapytał, udając urażonego.
- Nieważne - mruknęłam. - To moja sprawa i po prostu nie wchodź mi w drogę - ostrzegłam.
- Nie zamierzam. Pomyślałem sobie tylko, że może warto byłoby współpracować i przekazywać sobie postępy w śledztwie - zaczął. - Ułatwi to sprawę i mi, i tobie. A koniec końców i tak dowiedziałbym się wszystkiego od ciebie. W końcu to ja idę z zarzutami do sądu i to ja się muszę z nimi 'bić' - wytknął.
Westchnęłam ciężko, wiedząc, że ma rację, ale nie zamierzałam dać się z tego śledztwa wypchnąć. To raczej Kayden miał tu grać drugie skrzypce, nie wchodząc mi w drogę i tylko pomagając i sprawdzając moje tropy.
- Jeśli nie wierzysz w mój dobre intencje, to proszę - powiedział, podając mi teczkę, gdy wsiedliśmy do windy. - Wszystkie dane, jakie na razie mam.
Skinęłam mu głową, biorąc od niego teczkę z papierami. Nie dało się nie zauważyć, że się starał, a to już doceniałam. - Rozmawiałaś dziś z Calebem? - zagadnął.
- Rano z ojcem - powiedziałam krótko, wysiadając z windy, gdy ta się zatrzymała i wyszłam razem z Kaydenem z budynku komendy, kierując się do auta.
- I co u nich?
Wrzuciłam teczkę na tylne siedzenie samochodu, a Kade oparł się mój wóz, odpalając papierosa.
- Powinieneś rzucić - mruknęłam tylko, na co ten dmuchnął mi dymem prosto w twarz. Pokręciłam tylko zrezygnowana głowa.
- Mówi to palacz - zakpił.
- Palę tylko okazjonalnie - stwierdziłam, wiedząc, że przy tych wszystkich gliniarzach, którzy palą bez przerwy, nie uda się mi rzucić całkowicie. - Tata mówił, że Caleb jest zachwycony Orleanem. Dawno tam nie był. No i nie przylecą jutro, a dopiero za trzy dni. W Nowym Orleanie ma być podobno juro jakiś Festiwal Jazzu, a mały za nic nie chce tego przepuścić.
W moim rodzinnym mieście takich imprez było dużo i odbywały się co chwilę, ale chyba wszyscy je kochali. Nie dziwiłam się synkowi, a wiedziałam, że i rodzice chcą się nacieszyć wnukiem. Byłam jednak spokojna, bo tata miał przylecieć razem z Calebem.
- Od małego ma dobry gust - zaśmiał się Kayden. - W takim razie do zobaczenia jutro w pracy - mrugnął do mnie, odchodząc.
- Kade! - krzyknęłam za nim, a mężczyzna odwrócił się. - Przyniosę ci informacje o sprawie na jutro.
Kayden uśmiechnął się i zasalutował mi tylko, a ja wsiadłam do auta, kierując się od razu do domu.
Wiedząc, że i tak nie mam nic ciekawego do roboty w domu, zrezygnowałam ze żmudnych obowiązków, jak sprzątanie i tylko przebrałam się w spodnie dresowe i podkoszulek, wzięłam telefon, słuchawki i smycz i wyszłam przed dom. Przywołałam do siebie owczarka, zapinając go i postanowiłam pobiegać, kierując się w stronę parku. Kiedy wybiegłam na mniej uczęszczane dróżki, spuściłam Karę ze smyczy...
(Ktoś zechce dokończyć?)
- A ty ciągle na mnie lecisz - zakpił Kayden.
Zostawiłam sarkastyczny komentarz da siebie i spojrzałam tylko na blondyna, który uśmiechał się promiennie.
- Co tu robisz? - zapytałam, splatając ręce na piersi.
- Jaka bojowo nastawiona - zaśmiał się. - Spokojnie, nie przyszedłem przeszkadzać, a pomóc. Ty prowadzisz śledztwo w sprawie przemytu broni i narkotyków?
- Tylko mi nie mów, że prokuratura znów ma zamiar zawracać nam dupę i przysłali ciebie? - warknęłam. - To moja sprawa i masz mi się nie mieszać.
- Mam się czuć urażony aluzją, że zawracam du.pę, czy że jestem chłopcem na posyłki prokuratury? - zapytał, udając urażonego.
- Nieważne - mruknęłam. - To moja sprawa i po prostu nie wchodź mi w drogę - ostrzegłam.
- Nie zamierzam. Pomyślałem sobie tylko, że może warto byłoby współpracować i przekazywać sobie postępy w śledztwie - zaczął. - Ułatwi to sprawę i mi, i tobie. A koniec końców i tak dowiedziałbym się wszystkiego od ciebie. W końcu to ja idę z zarzutami do sądu i to ja się muszę z nimi 'bić' - wytknął.
Westchnęłam ciężko, wiedząc, że ma rację, ale nie zamierzałam dać się z tego śledztwa wypchnąć. To raczej Kayden miał tu grać drugie skrzypce, nie wchodząc mi w drogę i tylko pomagając i sprawdzając moje tropy.
- Jeśli nie wierzysz w mój dobre intencje, to proszę - powiedział, podając mi teczkę, gdy wsiedliśmy do windy. - Wszystkie dane, jakie na razie mam.
Skinęłam mu głową, biorąc od niego teczkę z papierami. Nie dało się nie zauważyć, że się starał, a to już doceniałam. - Rozmawiałaś dziś z Calebem? - zagadnął.
- Rano z ojcem - powiedziałam krótko, wysiadając z windy, gdy ta się zatrzymała i wyszłam razem z Kaydenem z budynku komendy, kierując się do auta.
- I co u nich?
Wrzuciłam teczkę na tylne siedzenie samochodu, a Kade oparł się mój wóz, odpalając papierosa.
- Powinieneś rzucić - mruknęłam tylko, na co ten dmuchnął mi dymem prosto w twarz. Pokręciłam tylko zrezygnowana głowa.
- Mówi to palacz - zakpił.
- Palę tylko okazjonalnie - stwierdziłam, wiedząc, że przy tych wszystkich gliniarzach, którzy palą bez przerwy, nie uda się mi rzucić całkowicie. - Tata mówił, że Caleb jest zachwycony Orleanem. Dawno tam nie był. No i nie przylecą jutro, a dopiero za trzy dni. W Nowym Orleanie ma być podobno juro jakiś Festiwal Jazzu, a mały za nic nie chce tego przepuścić.
W moim rodzinnym mieście takich imprez było dużo i odbywały się co chwilę, ale chyba wszyscy je kochali. Nie dziwiłam się synkowi, a wiedziałam, że i rodzice chcą się nacieszyć wnukiem. Byłam jednak spokojna, bo tata miał przylecieć razem z Calebem.
- Od małego ma dobry gust - zaśmiał się Kayden. - W takim razie do zobaczenia jutro w pracy - mrugnął do mnie, odchodząc.
- Kade! - krzyknęłam za nim, a mężczyzna odwrócił się. - Przyniosę ci informacje o sprawie na jutro.
Kayden uśmiechnął się i zasalutował mi tylko, a ja wsiadłam do auta, kierując się od razu do domu.
Wiedząc, że i tak nie mam nic ciekawego do roboty w domu, zrezygnowałam ze żmudnych obowiązków, jak sprzątanie i tylko przebrałam się w spodnie dresowe i podkoszulek, wzięłam telefon, słuchawki i smycz i wyszłam przed dom. Przywołałam do siebie owczarka, zapinając go i postanowiłam pobiegać, kierując się w stronę parku. Kiedy wybiegłam na mniej uczęszczane dróżki, spuściłam Karę ze smyczy...
(Ktoś zechce dokończyć?)
Od Matt'a cd Amy
Spojrzałem na dziewczynę.
- Kiedy? - uniosłem brew.
- Jutro wieczorem - oznajmiła.
- Okej, w czwartek mam wolne, także na luzie - uśmiechnąłem się.
- To super, jesteśmy umówieni - zawołała radośnie.
Szliśmy dalej, do domu miałem jeszcze kilka ulic. W pewnym momencie worek z karmą upadł prosto na chodnik.
- Może ci pomogę? - spytałem wskazując na worek, który leżał na ziemi, a dziewczyna próbowała go podnieść.
- Nie trzeba... - odparła siłując się z jedzeniem dla zwierząt.
- Widać, że potrzebujesz mojej pomocy - zaśmiałem się i podniosłem worek.
- Serio nie musisz tego robić - powiedziała drapiąc się po głowie.
- A mam patrzeć jak cały czas się zatrzymujesz, bo ci to upada? - uniosłem brew.
- Uparty jesteś... - jęknęła.
Odprowadziłem Amy do do domu, bo jak się okazało miałem po drodze.
- Serio dziękuję za pomoc z tą karmą - uśmiechnęła się.
- Nie ma problemu - oznajmiłem uśmiechając się ciepło.- Do zobaczenia! - zawołałem odchodząc i idąc w swoją stronę.
Amy?
- Kiedy? - uniosłem brew.
- Jutro wieczorem - oznajmiła.
- Okej, w czwartek mam wolne, także na luzie - uśmiechnąłem się.
- To super, jesteśmy umówieni - zawołała radośnie.
Szliśmy dalej, do domu miałem jeszcze kilka ulic. W pewnym momencie worek z karmą upadł prosto na chodnik.
- Może ci pomogę? - spytałem wskazując na worek, który leżał na ziemi, a dziewczyna próbowała go podnieść.
- Nie trzeba... - odparła siłując się z jedzeniem dla zwierząt.
- Widać, że potrzebujesz mojej pomocy - zaśmiałem się i podniosłem worek.
- Serio nie musisz tego robić - powiedziała drapiąc się po głowie.
- A mam patrzeć jak cały czas się zatrzymujesz, bo ci to upada? - uniosłem brew.
- Uparty jesteś... - jęknęła.
Odprowadziłem Amy do do domu, bo jak się okazało miałem po drodze.
- Serio dziękuję za pomoc z tą karmą - uśmiechnęła się.
- Nie ma problemu - oznajmiłem uśmiechając się ciepło.- Do zobaczenia! - zawołałem odchodząc i idąc w swoją stronę.
Amy?
poniedziałek, 21 listopada 2016
Od Amy cd Matt'a
- A to ty tu mieszkasz? - zapytałam ze zdziwieniem.
- Nie, tylko rodzice- odpowiedział z uśmiechem.
- Aha, a co do mleka, to polecam to -powiedziałam sama biorąc butelkę. - Zabrzmiałam jak w reklamie -powiedziałam, drapiąc się po głowie.
- Tak trochę- zaśmiał się.
- Czas zmienić branżę- powiedziałam wyszczerzając się. - Rzucam gazetę i będę sprzedawać mleko w butelkach.
Ruszyliśmy dalej przez sklep. Po drodze zgarnęłam jeszcze worek karmy dla psów.
- Moje "maleństwa" pochłaniają tego coraz więcej... A efekty sam widziałeś, Sisi ma aż za dużo energii.
- Jak to szczeniak -zaśmiał się.
- Albo moi bracia czegoś jej dosypują -zażartowałam.
Poszliśmy do kasy i zapłaciliśmy za zakupy. Wzięłam worek karmy pod jedno ramię, a pod drugie torbę z zakupami. Gdy wychodziliśmy ze sklepu minęłam, moje "ulubione" sąsiadki, służące za najlepszy monitoring. W ciągu sekundy potrafiły rozpuścić swoje plotki po mojej ulicy. Od kilku tygodni krążyły plotki, że mój dom, to dom rozpusty, a to tylko i wyłącznie przez nocne odwiedziny mojego brata Alexy'ego.
- Moherowe berety -mruknęłam pod nosem.
- Co? - zapytał, nie rozumiejąc mnie Matt.
- Te dwie, jakże urocze "damy" rozsiewają plotki na mój temat na jakieś dziesięć kilometrów stąd. Od znajomego dowiedziałam się, że trzymam w domu żądne krwi bestie. Prędzej uwierzyła bym w nawiedzony dom. Nie ważne, mam propozycję dla ciebie.
- Jaką?
- Wybieram się ze znajomymi do klubu w San Francisco. Może chcesz jechać z nami? -zapytałam, poprawiając worek z karmą,
Matt?
- Nie, tylko rodzice- odpowiedział z uśmiechem.
- Aha, a co do mleka, to polecam to -powiedziałam sama biorąc butelkę. - Zabrzmiałam jak w reklamie -powiedziałam, drapiąc się po głowie.
- Tak trochę- zaśmiał się.
- Czas zmienić branżę- powiedziałam wyszczerzając się. - Rzucam gazetę i będę sprzedawać mleko w butelkach.
Ruszyliśmy dalej przez sklep. Po drodze zgarnęłam jeszcze worek karmy dla psów.
- Moje "maleństwa" pochłaniają tego coraz więcej... A efekty sam widziałeś, Sisi ma aż za dużo energii.
- Jak to szczeniak -zaśmiał się.
- Albo moi bracia czegoś jej dosypują -zażartowałam.
Poszliśmy do kasy i zapłaciliśmy za zakupy. Wzięłam worek karmy pod jedno ramię, a pod drugie torbę z zakupami. Gdy wychodziliśmy ze sklepu minęłam, moje "ulubione" sąsiadki, służące za najlepszy monitoring. W ciągu sekundy potrafiły rozpuścić swoje plotki po mojej ulicy. Od kilku tygodni krążyły plotki, że mój dom, to dom rozpusty, a to tylko i wyłącznie przez nocne odwiedziny mojego brata Alexy'ego.
- Moherowe berety -mruknęłam pod nosem.
- Co? - zapytał, nie rozumiejąc mnie Matt.
- Te dwie, jakże urocze "damy" rozsiewają plotki na mój temat na jakieś dziesięć kilometrów stąd. Od znajomego dowiedziałam się, że trzymam w domu żądne krwi bestie. Prędzej uwierzyła bym w nawiedzony dom. Nie ważne, mam propozycję dla ciebie.
- Jaką?
- Wybieram się ze znajomymi do klubu w San Francisco. Może chcesz jechać z nami? -zapytałam, poprawiając worek z karmą,
Matt?
niedziela, 20 listopada 2016
Od Matt'a cd Amy
Już po chwili po Amy nie było śladu. Wydaje się mieć bardzo ciekawe życie, od zamyśleń oderwał mnie charakterystyczny dźwięk dzwonka, który dzwoni za każdym razem gdy ktoś przekroczy próg kawiarni. Osobą podchodzącą do kasy okazała się Isabella.
- Hej - uśmiechnąłem się promiennie do dziewczyny.
- Zrób mi kawę, bo jestem chodzącym trupem... -jęknęła.
- Co ty w nocy robiłaś? - zaśmiałem się podchodząc do ekspresu z filiżanką.
- Spałam? - odparła, mogłem się założyć, że w tym momencie podnosiła brew.
Już po chwili postawiłem przy niej kubek.
- Dziękuję, w sumie to ukrój mi jeszcze mojego ulubionego ciasta - oznajmiła.
- Robi się.
Dziewczyna poszła zająć miejsce przy stoliku, a ja po chwili doniosłem jej talerzyk z ciastem i rachunek.
- Masz, kup sobie coś ładnego - zaśmiała się podając mi banknot.
- No dzięki - również się zaśmiałem i wywróciłem oczami.
Uwielbiałem w tej pracy to, że każdego ranka, kiedy tu przychodziłem czułem zapach kawy i pysznych ciast, którym mogłem rozkoszować się aż do szesnastej.
***
Gdy skończyłem zmianę udałem się do swojego samochodu i pojechałem do mieszkania. Miałem zamiar coś sobie zjeść, ale moje plany pokrzyżował dźwięk sygnalizujący, że dostałem sms. Podniosłem telefon i sprawdziłem kto był nadawcą, była nim moja mama.
'Wpadnij do nas na podwieczorek'
Odpisałem jej szybko, że niedługo będę, bardzo ucieszyłem się na tą propozycję, ponieważ dawno nie odwiedzałem rodziców. Początkowo wszyscy mieszkaliśmy z San Mateo, ale postanowiłem wyprowadzić się do San Francisco.
***
Zaparkowałem samochód na podjeździe i pobiegłem do drzwi.
- Jak miło cię widzieć! - zawołała mama, przytulając mnie do siebie.
- Ciebie też, mamo - uśmiechnąłem się.
Wszedłem do środka i zdjąłem buty, aby następnie udać się do kuchni, w której siedział tata przeglądając coś w telefonie. Usiadłem na krześle spojrzałem na niego.
- Cześć, tato - powiedziałem radośnie.
- Witaj synu - odparł ciepło.
- Cholera, skończyło mi się mleko do kawy. Matt, czy mógłbyś skoczyć do sklepu? - spytałą zdenerwowana kobieta.
- Pewnie, niedługo wrócę - oznajmiłem i udałem się ponownie ubrać buty.
Kilkanaście minut później byłem już w sklepie. Stanąłem przed półką z nabiałem i zacząłem szukać ulubionego mleka mojej mamy.
- Czego szukasz? - usłyszałem za sobą znajomy głos.
Odwróciłem się i ujrzałem Amy.
- Mleka, dla mamy - zaśmiałem się.
Amy?
- Hej - uśmiechnąłem się promiennie do dziewczyny.
- Zrób mi kawę, bo jestem chodzącym trupem... -jęknęła.
- Co ty w nocy robiłaś? - zaśmiałem się podchodząc do ekspresu z filiżanką.
- Spałam? - odparła, mogłem się założyć, że w tym momencie podnosiła brew.
Już po chwili postawiłem przy niej kubek.
- Dziękuję, w sumie to ukrój mi jeszcze mojego ulubionego ciasta - oznajmiła.
- Robi się.
Dziewczyna poszła zająć miejsce przy stoliku, a ja po chwili doniosłem jej talerzyk z ciastem i rachunek.
- Masz, kup sobie coś ładnego - zaśmiała się podając mi banknot.
- No dzięki - również się zaśmiałem i wywróciłem oczami.
Uwielbiałem w tej pracy to, że każdego ranka, kiedy tu przychodziłem czułem zapach kawy i pysznych ciast, którym mogłem rozkoszować się aż do szesnastej.
***
Gdy skończyłem zmianę udałem się do swojego samochodu i pojechałem do mieszkania. Miałem zamiar coś sobie zjeść, ale moje plany pokrzyżował dźwięk sygnalizujący, że dostałem sms. Podniosłem telefon i sprawdziłem kto był nadawcą, była nim moja mama.
'Wpadnij do nas na podwieczorek'
Odpisałem jej szybko, że niedługo będę, bardzo ucieszyłem się na tą propozycję, ponieważ dawno nie odwiedzałem rodziców. Początkowo wszyscy mieszkaliśmy z San Mateo, ale postanowiłem wyprowadzić się do San Francisco.
***
Zaparkowałem samochód na podjeździe i pobiegłem do drzwi.
- Jak miło cię widzieć! - zawołała mama, przytulając mnie do siebie.
- Ciebie też, mamo - uśmiechnąłem się.
Wszedłem do środka i zdjąłem buty, aby następnie udać się do kuchni, w której siedział tata przeglądając coś w telefonie. Usiadłem na krześle spojrzałem na niego.
- Cześć, tato - powiedziałem radośnie.
- Witaj synu - odparł ciepło.
- Cholera, skończyło mi się mleko do kawy. Matt, czy mógłbyś skoczyć do sklepu? - spytałą zdenerwowana kobieta.
- Pewnie, niedługo wrócę - oznajmiłem i udałem się ponownie ubrać buty.
Kilkanaście minut później byłem już w sklepie. Stanąłem przed półką z nabiałem i zacząłem szukać ulubionego mleka mojej mamy.
- Czego szukasz? - usłyszałem za sobą znajomy głos.
Odwróciłem się i ujrzałem Amy.
- Mleka, dla mamy - zaśmiałem się.
Amy?
Od Amy CD Matt'a
- Dzięki - powiedziałam i ukroiłam kawałek ciasta. -Całkiem dobry -
skwitowałam, po czy rozejrzałam się po lokalu. - Nie macie za dużego
ruchu o tych godzinach.
-Nie, największy jest około 12 i późnym popołudniem. A ty gdzieś pracujesz? - zapytał mnie Matt.
Westchnęłam.
- Ciężko mi to nazwać pracą. Jestem instruktorem jazdy w stajni mojej przyjaciółki, ale bardziej na zasadzie "Słuchaj, potrzebuję ludzi" lub "Słuchaj, ten i ten uparł się, że chce chodzić do ciebie". A jestem jej potrzebna jako pracownik, do dofinansowania. A druga to bardziej hobby. Otóż jestem autorką działu podróże w gazecie "Time News", gdzie opisuję swoje wyprawy i przygody na nich. Czasem nawet opłacają mi podróż, ale częściej działam bez żadnych planów i bywa, że nocuję pod mostem albo ktoś mnie przygarnia.
W tym momencie chłopak ponownie musiał iść, zająć się klientem. Rozległ się dźwięk mojego telefonu. Odblokowałam go i przeczytałam SMS od Alexy'ego.
"Przypominam o dzisiejszej imprezie w klubie. Kogo nie będzie, zostanie skazany na śmierć."
Zaśmiałam się pod nosem i odpisałam:
"Uważaj, bo ktoś jeszcze pomyśli, że jesteś groźny. Przy tobie żółw to morderca-psychopata"
Dokończyłam ciasto, a po chwili dołączył do mnie ponownie Matt.
- Wróciłem, smakowało ciasto? - powiedział opierając się o blat.
- Bardzo- powiedziałam uśmiechając się.- Tylko przytyję, ale jeśli wszystko pójdzie po mojej myśli, to prędko to stracę.
- A co zamierzasz?
- Zwiedzić najważniejsze miasta Stanów Zjednoczonych na rowerze - powiedziałam dumna z własnego pomysłu.- Na początku najbliższych wakacji wsiadam na rower i jadę. Do tego czasu, muszę znaleźć osobę, która będzie tak walnięta aby ruszyć ze mną i rozpocząć trening. - Spojrzałam na zegarek. - Muszę się zbierać. Muszę zrobić zakupy - powiedziałam podnosząc się z miejsca. - Dzięki i do zobaczenia Matt - powiedziałam, a wychodząc pomachałam mu.
Matt?
-Nie, największy jest około 12 i późnym popołudniem. A ty gdzieś pracujesz? - zapytał mnie Matt.
Westchnęłam.
- Ciężko mi to nazwać pracą. Jestem instruktorem jazdy w stajni mojej przyjaciółki, ale bardziej na zasadzie "Słuchaj, potrzebuję ludzi" lub "Słuchaj, ten i ten uparł się, że chce chodzić do ciebie". A jestem jej potrzebna jako pracownik, do dofinansowania. A druga to bardziej hobby. Otóż jestem autorką działu podróże w gazecie "Time News", gdzie opisuję swoje wyprawy i przygody na nich. Czasem nawet opłacają mi podróż, ale częściej działam bez żadnych planów i bywa, że nocuję pod mostem albo ktoś mnie przygarnia.
W tym momencie chłopak ponownie musiał iść, zająć się klientem. Rozległ się dźwięk mojego telefonu. Odblokowałam go i przeczytałam SMS od Alexy'ego.
"Przypominam o dzisiejszej imprezie w klubie. Kogo nie będzie, zostanie skazany na śmierć."
Zaśmiałam się pod nosem i odpisałam:
"Uważaj, bo ktoś jeszcze pomyśli, że jesteś groźny. Przy tobie żółw to morderca-psychopata"
Dokończyłam ciasto, a po chwili dołączył do mnie ponownie Matt.
- Wróciłem, smakowało ciasto? - powiedział opierając się o blat.
- Bardzo- powiedziałam uśmiechając się.- Tylko przytyję, ale jeśli wszystko pójdzie po mojej myśli, to prędko to stracę.
- A co zamierzasz?
- Zwiedzić najważniejsze miasta Stanów Zjednoczonych na rowerze - powiedziałam dumna z własnego pomysłu.- Na początku najbliższych wakacji wsiadam na rower i jadę. Do tego czasu, muszę znaleźć osobę, która będzie tak walnięta aby ruszyć ze mną i rozpocząć trening. - Spojrzałam na zegarek. - Muszę się zbierać. Muszę zrobić zakupy - powiedziałam podnosząc się z miejsca. - Dzięki i do zobaczenia Matt - powiedziałam, a wychodząc pomachałam mu.
Matt?
czwartek, 17 listopada 2016
Od Matthewa CD Amy
Spojrzałem na dziewczynę, po czym zaśmiałem się.
- Nie, coś ty. Jesteś bardzo interesującą osobą. Tak w ogóle to możesz mi mówić Matt - oznajmiłem.
- Dobrze, Matt - uśmiechnęła się.
W tym momencie do kasy podszedł następny klient.
- Czekaj chwilę - powiedziałem odchodząc od dziewczyny.
Podszedłem do mężczyzny i spojrzałem na niego.
- Co podać? - spytałem.
- Poproszę karmelową latte, do tego kawałek tego ciasta czekoladowego - oznajmił i zaczął szukać portfela.
Powiedziałem blondynowi mającemu ze mną zmianę, aby przygotował kawę, a sam zająłem się krojeniem dla niego kawałka tortu.Położyłem przy nim talerzyk i nabiłem wszystko na kasę.
- To będzie 10$ - oznajmiłem, a on podał mi banknot.
- Dziękuję, zapraszamy ponownie - uśmiechnąłem się i podałem mu szklankę z kawą, którą zrobił Harry.
Wytarłem drewnianą płytę mokrą od kubka i wróciłem do dziewczyny.
- Jestem - odparłem opierając się o blat.
- Zjadłabym jeszcze jakieś ciasto, polecasz coś?
- Polecam ten tort bezowy. - Wskazałem na ciasto znajdujące się w gablocie obok.
- To w takim razie policz mi kawałek, ale taki nieduży - uśmiechnęła się.
Już po chwili postawiłem przed nią talerzyk z tortem bezowym.
Amy?
- Nie, coś ty. Jesteś bardzo interesującą osobą. Tak w ogóle to możesz mi mówić Matt - oznajmiłem.
- Dobrze, Matt - uśmiechnęła się.
W tym momencie do kasy podszedł następny klient.
- Czekaj chwilę - powiedziałem odchodząc od dziewczyny.
Podszedłem do mężczyzny i spojrzałem na niego.
- Co podać? - spytałem.
- Poproszę karmelową latte, do tego kawałek tego ciasta czekoladowego - oznajmił i zaczął szukać portfela.
Powiedziałem blondynowi mającemu ze mną zmianę, aby przygotował kawę, a sam zająłem się krojeniem dla niego kawałka tortu.Położyłem przy nim talerzyk i nabiłem wszystko na kasę.
- To będzie 10$ - oznajmiłem, a on podał mi banknot.
- Dziękuję, zapraszamy ponownie - uśmiechnąłem się i podałem mu szklankę z kawą, którą zrobił Harry.
Wytarłem drewnianą płytę mokrą od kubka i wróciłem do dziewczyny.
- Jestem - odparłem opierając się o blat.
- Zjadłabym jeszcze jakieś ciasto, polecasz coś?
- Polecam ten tort bezowy. - Wskazałem na ciasto znajdujące się w gablocie obok.
- To w takim razie policz mi kawałek, ale taki nieduży - uśmiechnęła się.
Już po chwili postawiłem przed nią talerzyk z tortem bezowym.
Amy?
Od Amy CD Matthewa
Weszłam do pierwszej lepszej kawiarni, będącej niedaleko warsztatu
brata. Wiedziałam, że kiedy tylko tam wejdzie nie będzie miał
wątpliwości co do tego, kto to zrobił. Ruszyłam do kasy, rozglądając się
dokoła.
- Co podać? -rozległ się głos sprzedawcy.
- Jednorożca, albo najlepiej smoka - powiedziałam, po czym odwróciłam głowę do chłopaka przede mną. - O -zrobiłam głupią minę- chłopak nie lubiący deszczu. Cześć Matthew -uśmiechnęłam się szeroko.
- Cześć. Niestety nie mamy jednorożców, ani tym bardziej smoków.
- No cóż, w takim razie poproszę kawę. Ale taką siekierę. Potrzebuję kofeiny. Pół nocy nie spałam - rzekłam zasłaniając usta podczas ziewnięcia.
- To co ty robiłaś?
Udałam, że rozglądam się zdenerwowana, czy nikt nie podsłuchuje, w prawie pustym lokalu. W końcu był wczesny ranek. Nachyliłam się i gestem nakazałam uczynić mu to samo.
- Karałam brata. Kilka dni temu wpadł do mnie kompletnie pijany, rozebrał się na środku salonu, na całe szczęście tylko do bielizny i zwymiotował na moją ulubioną poduszkę. Jako że miałam klucze do jego warsztatu postanowiłam go ukarać. Miałam dużo taśmy klejącej i z jego zestawu 12 kluczy zrobiłam wielki kokon, w którego każdej warstwie złożonej z jednej rolki taśmy znajduje się jeden klucz. Musi teraz wszystko po kolei rozklejać, a jeśli będzie próbował to przeciąć zostanie ukarany. Tak jak wczoraj mówiłam, mam głupie pomysły -dokończyłam, a drugi chłopak podał mi kawę. - Dzięki - powiedziałam i upiłam łyk. - Tego potrzebowałam. A teraz masz mnie z walniętą, co? Zresztą jak połowa tego świata -powiedziałam dalej się uśmiechając.
Matthew?
- Co podać? -rozległ się głos sprzedawcy.
- Jednorożca, albo najlepiej smoka - powiedziałam, po czym odwróciłam głowę do chłopaka przede mną. - O -zrobiłam głupią minę- chłopak nie lubiący deszczu. Cześć Matthew -uśmiechnęłam się szeroko.
- Cześć. Niestety nie mamy jednorożców, ani tym bardziej smoków.
- No cóż, w takim razie poproszę kawę. Ale taką siekierę. Potrzebuję kofeiny. Pół nocy nie spałam - rzekłam zasłaniając usta podczas ziewnięcia.
- To co ty robiłaś?
Udałam, że rozglądam się zdenerwowana, czy nikt nie podsłuchuje, w prawie pustym lokalu. W końcu był wczesny ranek. Nachyliłam się i gestem nakazałam uczynić mu to samo.
- Karałam brata. Kilka dni temu wpadł do mnie kompletnie pijany, rozebrał się na środku salonu, na całe szczęście tylko do bielizny i zwymiotował na moją ulubioną poduszkę. Jako że miałam klucze do jego warsztatu postanowiłam go ukarać. Miałam dużo taśmy klejącej i z jego zestawu 12 kluczy zrobiłam wielki kokon, w którego każdej warstwie złożonej z jednej rolki taśmy znajduje się jeden klucz. Musi teraz wszystko po kolei rozklejać, a jeśli będzie próbował to przeciąć zostanie ukarany. Tak jak wczoraj mówiłam, mam głupie pomysły -dokończyłam, a drugi chłopak podał mi kawę. - Dzięki - powiedziałam i upiłam łyk. - Tego potrzebowałam. A teraz masz mnie z walniętą, co? Zresztą jak połowa tego świata -powiedziałam dalej się uśmiechając.
Matthew?
środa, 16 listopada 2016
Od Matthewa cd Amy
Spojrzałem na szczęśliwego psa, którego po chwili dziewczyna ode mnie odciągnęła.
- Nic nie szkodzi - uśmiechnąłem się. - Matthew - odparłem ściskając jej dłoń.
Dziewczyna była mocno przemoczona, deszcz nadal padał, a jej psy siedziały obok niej.
- Co cię wzięło na jazdę na rolkach po ciemku, a na dodatek w deszczu? - uniosłem brew.
- Często mam różne szalone pomysły - zachichotała.
- Rozumiem - zaśmiałem się. - Jesteś pewna, że wszystko okej? Nie wyglądało to ciekawie.
- Tak, tak, nie martw się - odparła. - A ty co tutaj robisz o tej godzinie?
- Wracam z pracy, jestem naprawdę wykończony - powiedziałem.
- Gdzie pracujesz? - spytała.
- W jednej z kawiarni, jakieś dwa kilometry stąd. Tak naprawdę to nie wiem czemu zachciało mi się przespacerować, nie przewidziałem takiej pogody - oznajmiłem.
- No cóż, ja tam lubię deszcz - uśmiechnęła się.
- Wolę słońce - oświadczyłem. - Miło się gadało ale muszę już iść, do zobaczenia, Amy! - zawołałem i ruszyłem dalej przed siebie.
- Pa, Matthew. - usłyszałem za sobą.
Szedłem już szybkim krokiem, chciałem znaleźć się w ciepłym mieszkaniu, napić herbaty, kawy, czegokolwiek.Po około piętnastu minutach byłem w domu, nareszcie. Zdjąłem buty i bluzę, którą następnie odwiesiłem na białe krzesło w kuchni, aby wyschła. Podszedłem do blatu i wstawiłem wodę na herbatę. Ułożyłem się wygodnie, na kanapie w salonie, z laptopem na kolanach i zacząłem przeglądać portale społecznościowe, aby umilić sobie oczekiwanie na herbatę. Widziałem nieodczytaną wiadomość od Isabelli, chciałem ją otworzyć, ale w tym momencie usłyszałem, że woda się zagotowała. Odłożyłem urządzenie na bok i poszedłem do kuchni w celu zaparzenia sobie herbaty. Wziąłem kubek i postawiłem na stoliku przy kanapie. Ponownie wziąłem laptop i zacząłem odpisywać Is na wiadomość. Gdy skończyłem wyłączyłem komputer i włączyłem telewizor biorąc równocześnie kubek do ręki.
***
Następnego dnia rano pojechałem do pracy, miałem zmianę razem z Harrym, który właśnie robił kawę dla jakiejś kobiety. Stanąłem przy kasie i czekałem na nowych klientów. Po chwili do lady podeszła Amy, dziewczyna, którą poznałem wczoraj.
Amy?
- Nic nie szkodzi - uśmiechnąłem się. - Matthew - odparłem ściskając jej dłoń.
Dziewczyna była mocno przemoczona, deszcz nadal padał, a jej psy siedziały obok niej.
- Co cię wzięło na jazdę na rolkach po ciemku, a na dodatek w deszczu? - uniosłem brew.
- Często mam różne szalone pomysły - zachichotała.
- Rozumiem - zaśmiałem się. - Jesteś pewna, że wszystko okej? Nie wyglądało to ciekawie.
- Tak, tak, nie martw się - odparła. - A ty co tutaj robisz o tej godzinie?
- Wracam z pracy, jestem naprawdę wykończony - powiedziałem.
- Gdzie pracujesz? - spytała.
- W jednej z kawiarni, jakieś dwa kilometry stąd. Tak naprawdę to nie wiem czemu zachciało mi się przespacerować, nie przewidziałem takiej pogody - oznajmiłem.
- No cóż, ja tam lubię deszcz - uśmiechnęła się.
- Wolę słońce - oświadczyłem. - Miło się gadało ale muszę już iść, do zobaczenia, Amy! - zawołałem i ruszyłem dalej przed siebie.
- Pa, Matthew. - usłyszałem za sobą.
Szedłem już szybkim krokiem, chciałem znaleźć się w ciepłym mieszkaniu, napić herbaty, kawy, czegokolwiek.Po około piętnastu minutach byłem w domu, nareszcie. Zdjąłem buty i bluzę, którą następnie odwiesiłem na białe krzesło w kuchni, aby wyschła. Podszedłem do blatu i wstawiłem wodę na herbatę. Ułożyłem się wygodnie, na kanapie w salonie, z laptopem na kolanach i zacząłem przeglądać portale społecznościowe, aby umilić sobie oczekiwanie na herbatę. Widziałem nieodczytaną wiadomość od Isabelli, chciałem ją otworzyć, ale w tym momencie usłyszałem, że woda się zagotowała. Odłożyłem urządzenie na bok i poszedłem do kuchni w celu zaparzenia sobie herbaty. Wziąłem kubek i postawiłem na stoliku przy kanapie. Ponownie wziąłem laptop i zacząłem odpisywać Is na wiadomość. Gdy skończyłem wyłączyłem komputer i włączyłem telewizor biorąc równocześnie kubek do ręki.
***
Następnego dnia rano pojechałem do pracy, miałem zmianę razem z Harrym, który właśnie robił kawę dla jakiejś kobiety. Stanąłem przy kasie i czekałem na nowych klientów. Po chwili do lady podeszła Amy, dziewczyna, którą poznałem wczoraj.
Amy?
Od Amy cd Matthewa
Po południu postanowiłam wybrać się do San Francisco, w celu spotkania z
przyjaciółką. Przed wyjściem w mojej głowie zrodził się pewien pomysł.
Złapałam moją zieloną torbę, którą wrzuciłam do bagażnika samochodu,
zabrałam psy i w ciągu nie całej półgodziny byłam na miejscu. Ruszyła na
umówione miejsce, gdzie po paru minutach zjawiła się Ann. Uśmiechnęłam
się do niej szeroko i przygarnęła ją do siebie. Nie widziałyśmy się od
pół roku. Włóczyłyśmy się po mieście, gadając o tym co nas spotkało. Ona
opowiadała o swojej pracy i chłopaku, a ja o moich podróżach.
- A teraz? Skąd wróciłaś?-zapytała gdy odprowadzałam ją do domu.
- Weekend w Brazylii. Powiem ci, że niesamowite miejsce, a ludzie... Niemożliwi. Trzeba to wszystko samemu zobaczyć. I wiesz naszła mnie genialna myśl, kiedy wracałam...
- Ja już znam te twoje genialne pomysły. Ostatnim razem skończyłyśmy na ostrym dyżurze...
- Ja miałam pierwszeństwo. Nie miał prawa, z resztą nie ważne. Powiem ci o moim olśnieniu. Zwiedzę Stany Zjednoczone Ameryki Północnej... na rowerze - powiedziałam zachwycona własnym pomysłem.
- Jesteś stuknięta.
- Też cię kocham, ale mówię poważnie. W przyszłym roku objadę najważniejsze miasta Stanów Zjednoczonych.
Pożegnałam się z przyjaciółką, a moje spojrzenie padło na pobliski park. Rozejrzałam się dokoła i otworzyłam moją zieloną torbę, z której wyciągnęłam rolki. Założyłam je, a Daisy i Sisi ciągnęły mnie po parku. Było ciemno i mało co widziałam, jednak kochałam robić irracjonalne rzeczy. W pewnym momencie zaczął padać deszcz. Wystawiłam twarz do chłodnych kropli, nie potrzebowałam parasolki schowanej w torbie, którą miałam przerzuconą przez ramię. Nagle psy pociągnęły mnie, a ja pisnęłam zaskoczona. Leciały na oślep przed siebie, a gdy się zatrzymały i byłam zadowolona z nie przywitania się z chodnikiem, ktoś na mnie wpadł, przez co wylądowałam na tyłku w kałuży.
- Nic ci nie jest? -zapytał chłopak.
Spojrzałam na niego, potem na swój przemoczony sweter i zaczęłam się śmiać.
- Poza jeszcze bardziej mokrym zadkiem, to nic.
Chłopak pomógł mi się podnieść. Przez deszcz, ogólną ciemność i brak soczewek nie widziałam go za dobrze. Sisi podbiegła do niego i zaczęła skakać machając radośnie ogonem, budząc mu spodnie.
- Sisi, nie wolno! Bardzo cię przepraszam za nią - powiedziałam odciągając ją za obrożę.- Jest stuknięta jak właścicielka. Jestem Amy - powiedziałam wyciągając do niego rękę.
Chłopaku?
- A teraz? Skąd wróciłaś?-zapytała gdy odprowadzałam ją do domu.
- Weekend w Brazylii. Powiem ci, że niesamowite miejsce, a ludzie... Niemożliwi. Trzeba to wszystko samemu zobaczyć. I wiesz naszła mnie genialna myśl, kiedy wracałam...
- Ja już znam te twoje genialne pomysły. Ostatnim razem skończyłyśmy na ostrym dyżurze...
- Ja miałam pierwszeństwo. Nie miał prawa, z resztą nie ważne. Powiem ci o moim olśnieniu. Zwiedzę Stany Zjednoczone Ameryki Północnej... na rowerze - powiedziałam zachwycona własnym pomysłem.
- Jesteś stuknięta.
- Też cię kocham, ale mówię poważnie. W przyszłym roku objadę najważniejsze miasta Stanów Zjednoczonych.
Pożegnałam się z przyjaciółką, a moje spojrzenie padło na pobliski park. Rozejrzałam się dokoła i otworzyłam moją zieloną torbę, z której wyciągnęłam rolki. Założyłam je, a Daisy i Sisi ciągnęły mnie po parku. Było ciemno i mało co widziałam, jednak kochałam robić irracjonalne rzeczy. W pewnym momencie zaczął padać deszcz. Wystawiłam twarz do chłodnych kropli, nie potrzebowałam parasolki schowanej w torbie, którą miałam przerzuconą przez ramię. Nagle psy pociągnęły mnie, a ja pisnęłam zaskoczona. Leciały na oślep przed siebie, a gdy się zatrzymały i byłam zadowolona z nie przywitania się z chodnikiem, ktoś na mnie wpadł, przez co wylądowałam na tyłku w kałuży.
- Nic ci nie jest? -zapytał chłopak.
Spojrzałam na niego, potem na swój przemoczony sweter i zaczęłam się śmiać.
- Poza jeszcze bardziej mokrym zadkiem, to nic.
Chłopak pomógł mi się podnieść. Przez deszcz, ogólną ciemność i brak soczewek nie widziałam go za dobrze. Sisi podbiegła do niego i zaczęła skakać machając radośnie ogonem, budząc mu spodnie.
- Sisi, nie wolno! Bardzo cię przepraszam za nią - powiedziałam odciągając ją za obrożę.- Jest stuknięta jak właścicielka. Jestem Amy - powiedziałam wyciągając do niego rękę.
Chłopaku?
Od Matthew
Dzisiejszy dzień był wykańczający. Opuściłem kawiarnię, w której pracowałem i ruszyłem leniwie w stronę domu. Gdybym wiedział, że będę dzisiaj tak zmęczony, z pewnością pojechałbym autem. Ruch w kawiarni był bardzo duży, chyba nigdy nie obsłużyłem tyle osób jednego dnia co dzisiaj. W tym momencie nie marzyłem o niczym innym, jak o znalezieniu się w moim mieszkaniu. Zacząłem przeszukiwać kieszenie, aby znaleźć słuchawki. Po chwili miałem je już w ręce, oczywiście były poplątane. Zrezygnowany zacząłem rozplątywać kabel. Kilka razy prawie wpadłem na osoby idące po chodniku, ale za każdym razem w ostatniej chwili udało mi się je ominąć. Podłączyłem wtyczkę do telefonu i włączyłem pierwszy lepszy utwór, w tym momencie było mi wszystko jedno, czego słucham, ledwo kontaktowałem. Na dworze było już ciemno, szedłem przed siebie, zostały mi jeszcze jakieś dwa kilometry. Spojrzałem na zegarek, dochodziła dziewiąta, biorąc pod uwagę, jakim tempem się poruszam i jakie jest moje aktualne położenie będę w domu za jakieś czterdzieści minut. Zatrzymałem się przy pasach i czekałem na zielone światło, gdy w końcu się zapaliło przeszedłem przez ulicę i ruszyłem w stronę parku, by choć trochę skrócić sobie drogę. Na moje nieszczęście zaczął padać deszcz, a ja miałem na sobie tylko bluzę, no cóż muszę dotrwać.Wyjąłem telefon i napisałem krótkiego sms do Isabelli:
'Pieprzony deszcz, nie daje mi wrócić spokojnie do domu...'
Nie musiałem długo czekać na odpowiedź ponieważ Is jest jedną z tych osób, które odpisują niemal od razu.
'Było jechać autem, a tobie zachciało się spacerków, haha'
Wystukałem szybko krótką odpowiedź, ponieważ krople deszczu spadały mi na ekran.
'Następnym razem dokładniej sprawdzę prognozę pogody...'
Schowałem telefon do kieszeni spodni i skupiłem wzrok na chodniku, aby nie wdepnąć w jakąś kałużę, jeszcze tego by brakowało, mieć całe przemoczone i brudne buty. Ten dzień zdecydowanie nie był moim dniem, czułem, że coś jeszcze się stanie. Nie przestając robić tego, co robię szedłem dalej, opady zdecydowanie przyśpieszyły moje tempo. Po chwili poczułem, że na kogoś wpadam. Była to jakaś dziewczyna.
- Nic ci nie jest? - spytałem, a moje oczy od razu szerzej się otworzyły.
Dziewczyno?
Dziewczyno?
Od Violet
Pierwsze promienie słońca zaczęły wędrować po mojej sypialni, dzięki lekko odsłoniętym żaluzjom. Spojrzałam na zegar, który wskazywał na piątą pięćdziesiąt siedem. Nie spałam od parudziesięciu minut, więc tylko szybko się przeciągnęłam i wstałam z łóżka. Sachmet, jak i Temida, mruczała sobie przez sen, leżąc na mojej kołdrze. Uśmiechnęłam się pod nosem, patrząc na zwinięte w kłębek koty, które wyglądały jak dwie włochate kuleczki.
Udałam się do kuchni, by zjeść jakieś śniadanie przed wyjściem. Mimo że pracowałam w kawiarni, nigdy nie miałam czasu na skonsumowanie jakiegoś ciastka, czy wypicie gorącej czekolady. Moja uwaga zawsze najbardziej skupiała się na kotach i klientach. Starałam się obsługiwać ich jak najlepiej, bo wiedziałam, że wtedy będą pojawiać się częściej, a to oznaczało większą szansę na nowe domy dla tych biednych kociaków.
Po zjedzeniu śniadania, którym, prawdę mówiąc, było jedno jabłko, poszłam do łazienki. Zostało mi niewiele czasu, więc tylko rozczesałam włosy, na których zawsze pojawiało się pełno kołtunów, umyłam zęby oraz twarz, a na koniec delikatnie przejechałam tuszem po rzęsach.
Wsunęłam na siebie ubranie robocze, którym była urocza różowa sukienka, sięgająca do kolan i biały fartuszek w czarne kocie łapki.
Szybko pognałam w stronę kawiarni. Na szczęście o tak wczesnej porze na chodnikach nie spotyka się zbyt wielu osób. Mimowolnie uśmiechałam się pod nosem, gdy zmierzałam do pracy. Naprawdę bardzo ją lubiłam. Mogłam pomagać kotom, ale także ludziom, bo stali klienci często przychodzili do mnie, by móc trochę ponarzekać na świat, na innych, a także na swoje życie.
Stanęłam przed budynkiem, na którym wisiał wielki szyld z napisem "Cat Town Cafe". Wsunęłam dłoń do kieszeni fartuszka, gdzie zawsze trzymałam klucz. Już po chwili otworzyłam drzwi i weszłam do środka. Przywitało mnie wesołe miauczenie, a koło moich nóg od razu pojawił się czarny kocurek o imieniu Nightmare. Nie mam pojęcia, kto go tak nazwał, ale to imię absolutnie do niego nie pasowało. Kucnęłam i zmierzwiłam miękką sierść na jego główce.
-Zaraz was nakarmię-mruknęłam pod nosem, gładząc grzbiet kota. Zwierzę cicho zamruczało i przymknęło oczy. Wstałam i powoli zaczęłam kierować się w stronę kuchni. Nie było tam nikogo, więc kucharki nie zdążyły jeszcze przyjść. Westchnęłam cicho pod nosem, myśląc o tym, że sama będę musiała targać dwudziesto kilogramowy worek pełen kociej karmy.
"Robisz to dla kotów, Violet, wszystko dla kotów".
**
Po godzinie otwarliśmy. W kuchni już dwie starsze panie, które założyły tę kawiarnię, robiły najróżniejsze ciasta i desery, a Rose, czyli dziewczyna pracująca, tak samo jak ja, jako kelnerka, parzyła świeżą kawę. Nie miałam zbytnio co robić, więc poszłam do kotów, które bawiły się w rogu pomieszczenia.
Po pewnym czasie usłyszałam dźwięk zawieszonego nad drzwiami wejściowymi dzwonka. Odwróciłam głowę w tamtą stronę. W progu stanął wysoki mężczyzna. Przejechał dłonią po swoich jasnych włosach, po czym zmierzył całą kawiarnię wzrokiem. Natychmiast wstałam i z przyzwyczajenia wygładziłam fartuszek.
-Mogę w czymś pomóc?-zapytałam, posyłając mężczyźnie delikatny uśmiech.
Udałam się do kuchni, by zjeść jakieś śniadanie przed wyjściem. Mimo że pracowałam w kawiarni, nigdy nie miałam czasu na skonsumowanie jakiegoś ciastka, czy wypicie gorącej czekolady. Moja uwaga zawsze najbardziej skupiała się na kotach i klientach. Starałam się obsługiwać ich jak najlepiej, bo wiedziałam, że wtedy będą pojawiać się częściej, a to oznaczało większą szansę na nowe domy dla tych biednych kociaków.
Po zjedzeniu śniadania, którym, prawdę mówiąc, było jedno jabłko, poszłam do łazienki. Zostało mi niewiele czasu, więc tylko rozczesałam włosy, na których zawsze pojawiało się pełno kołtunów, umyłam zęby oraz twarz, a na koniec delikatnie przejechałam tuszem po rzęsach.
Wsunęłam na siebie ubranie robocze, którym była urocza różowa sukienka, sięgająca do kolan i biały fartuszek w czarne kocie łapki.
Szybko pognałam w stronę kawiarni. Na szczęście o tak wczesnej porze na chodnikach nie spotyka się zbyt wielu osób. Mimowolnie uśmiechałam się pod nosem, gdy zmierzałam do pracy. Naprawdę bardzo ją lubiłam. Mogłam pomagać kotom, ale także ludziom, bo stali klienci często przychodzili do mnie, by móc trochę ponarzekać na świat, na innych, a także na swoje życie.
Stanęłam przed budynkiem, na którym wisiał wielki szyld z napisem "Cat Town Cafe". Wsunęłam dłoń do kieszeni fartuszka, gdzie zawsze trzymałam klucz. Już po chwili otworzyłam drzwi i weszłam do środka. Przywitało mnie wesołe miauczenie, a koło moich nóg od razu pojawił się czarny kocurek o imieniu Nightmare. Nie mam pojęcia, kto go tak nazwał, ale to imię absolutnie do niego nie pasowało. Kucnęłam i zmierzwiłam miękką sierść na jego główce.
-Zaraz was nakarmię-mruknęłam pod nosem, gładząc grzbiet kota. Zwierzę cicho zamruczało i przymknęło oczy. Wstałam i powoli zaczęłam kierować się w stronę kuchni. Nie było tam nikogo, więc kucharki nie zdążyły jeszcze przyjść. Westchnęłam cicho pod nosem, myśląc o tym, że sama będę musiała targać dwudziesto kilogramowy worek pełen kociej karmy.
"Robisz to dla kotów, Violet, wszystko dla kotów".
**
Po godzinie otwarliśmy. W kuchni już dwie starsze panie, które założyły tę kawiarnię, robiły najróżniejsze ciasta i desery, a Rose, czyli dziewczyna pracująca, tak samo jak ja, jako kelnerka, parzyła świeżą kawę. Nie miałam zbytnio co robić, więc poszłam do kotów, które bawiły się w rogu pomieszczenia.
Po pewnym czasie usłyszałam dźwięk zawieszonego nad drzwiami wejściowymi dzwonka. Odwróciłam głowę w tamtą stronę. W progu stanął wysoki mężczyzna. Przejechał dłonią po swoich jasnych włosach, po czym zmierzył całą kawiarnię wzrokiem. Natychmiast wstałam i z przyzwyczajenia wygładziłam fartuszek.
-Mogę w czymś pomóc?-zapytałam, posyłając mężczyźnie delikatny uśmiech.
Rickon?
Sorka, że takie słabe, ale nie lubię zaczynać, ech.
Subskrybuj:
Posty (Atom)