środa, 23 listopada 2016

Od Kaydena

Po rozmowie z Vanessą, wróciłem do prokuratury i uporządkowałem papiery z wielu prowadzonych przeze mnie spraw, segregując te zakończone i odkładając je na bok.
- Skończyłeś? - zapytał Luke, mój przyjaciel, który tak jak i ja pracował w prokuraturze. - Może skoczylibyśmy na piwo? - zagadnął.
Spojrzałem na niego rozbawiony.
- Nie spieszy ci się do domu, co? - zakpiłem.
Pokręcił głową.
- Przyjechała siostra żony. Nienawidzimy się - przyznał szczerze, co rozbawiło mnie jeszcze bardziej.
Odłożyłem teczki i segregatory na półkę i zacząłem zbierać z biurka kluczyki, telefon i dokumenty, które miałem wziąć ze sobą.
- Chyba, że się spieszysz.. - zaczął Luke, ale ja pokręciłem głową.
- I tak nie mam nic do roboty - zapewniłem. - Caleb jest u rodziców Vanessy, nie mam planów...
Przyjaciel pokiwał głową i wyszliśmy z gmachu budynku. Jako że Luke miał popsute auto, wsiadł do mojego i pojechaliśmy najpierw do mnie, podrzucić dokumenty i zostawić samochód, po czym wzięliśmy taksówkę do centrum, gdzie obaj znaliśmy jeszcze z czasów, gdy byliśmy nastolatkami, najlepsze bary.
Usiedliśmy przy barze, rozmawiając przy piwie i tracąc poczucie czasu, dopóki nie zadzwoniła żona Luke'a, opieprzając go za o, że nie ma go jeszcze w domu, a obiecał coś naprawić.
Ja miałem to szczęście, że nawet gdy byliśmy z Nessą małżeństwem, nie męczyła mnie o takie błahostki jak naprawy, ja za to nie wypominałem nieraz pojawiającego się bałaganu lub braku obiadu Nie żyliśmy stereotypami o mężczyźnie, który musiał być złotą rączką i kobiecie-gosposi-sprzątaczce. Raczej oboje pochłonięci pracą rozumieliśmy wszystko i nie robiliśmy sobie wyrzutów.
Ale wszystko co dobre, zawsze musi się spieprzyć, więc oczywiście musieliśmy zacząć oddalać się od siebie, kłócić... Aż w końcu znalazłem sobie kobietę, z którą było łatwiej. I to przesądziło o końcu mojego i Vanessy małżeństwa. Nie byłem z tego dumny, ale też nie rozpamiętywałem przeszłości.
Poklepałem Luke'a po plecach, kiedy żaląc się, dopijał piwo i wyszedł, łapiąc jakąś taksówkę. Rozbawiony zakręciłem do połowy opróżnionym kuflem i wypiłem jego zawartość na raz, zamawiając kolejne piwo.
Po chwili usłyszałem, jak krzesło obok mnie się odsuwa...

(Ktoś?)

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz