Spojrzałem troskliwie na dziewczynę.
- Głupio byłoby, gdybyś tam umarła - zaśmiałem się.
- Już się tak o mnie nie martw - odparła dźgając mnie delikatnie w bok.
- Ech. Tak swoją drogą, to na ile jedziesz? - uniosłem brew.
- Tydzień - odparła.
- To ciekawie - odrzekłem. - Odwiozę cię - zaproponowałem, wskazując na stojące nieopodal auto.
- Czemu nie - uśmiechnęła się i ruszyła za mną w stronę auta. - Ale na pewno nie będzie to dla ciebie problem odwieźć mnie do San Mateo?
- Spoko, może zajrzę później do rodziców - powiedziałem otwierając dla niej drzwi.
- Ale z ciebie dżentelmen - zachichotała.
- Wiadomo.
Przy drodze prowadzącej do San Mateo był straszny korek, dlatego włączyłem lokalne radio, mając nadzieję, że dowiem się czegoś na ten temat. Chwilę później znałem już przyczynę korka, wypadek.
- Trochę tu jeszcze postoimy, nic się nie rusza - jęknąłem. - Mamy dwa wyjścia.
- Słucham - spojrzała na mnie wyczekująco.
- Możemy tu stać do końca korka, albo możemy wrócić się do mnie i pojechać jak już się trochę rozładuje - oznajmiłem. - Wybór należy do ciebie.
Amy?
wtorek, 27 grudnia 2016
poniedziałek, 26 grudnia 2016
Od Amy cd Matt'a
Przeglądałam internet szukając prezentu dla babci na na jej
siedemdziesiąte urodziny, które miały odbyć się w przyszłym miesiącu.
Jak zwykle miała ty być wielka fiesta, którą ja z babcią spędzimy na
komentowaniu sztuczności naszej rodziny. Kończyłam właśnie zakup
prezentu, gdy do mojego stolika podszedł już przebrany Matt.
- Możemy iść - odrzekł.
- Okej -odpowiedziałam z uśmiechem, podnosząc się i biorąc rzeczy z krzesła stojącego obok.
Wyszliśmy z kawiarni i ruszyliśmy w kierunku parku, w którym się poznaliśmy.
- Jesteś dziś jakoś nie swoja. Coś się stało? -zapytał przyglądając mi się.
- Mój brat jest chyba w zmowie z moim lekarzem -powiedziałam biorąc głęboki wdech.- Mój brat, Thomas zabrał mnie dziś do lekarza. Zrobili mi tyle badań, że zaczynam świrować, że coś podejrzewają. Może nie potrzebnie zignorowałam objawy.
- Kiedy masz dostać wyniki?
- Powiedział, że postarają się jak najszybciej, góra do końca tygodnia. W przyszłą środę wylatuje do Lizbony, więc wolała bym mieć jasną sytuację.
- Czy to aby na pewno dobry pomysł? Wczoraj nie najlepiej to wyglądało.
- Carpe Diem. Co mnie nie zabije, to mnie wzmocni -powiedziałam patrząc na chłopaka i uśmiechając się.
Matt?
- Możemy iść - odrzekł.
- Okej -odpowiedziałam z uśmiechem, podnosząc się i biorąc rzeczy z krzesła stojącego obok.
Wyszliśmy z kawiarni i ruszyliśmy w kierunku parku, w którym się poznaliśmy.
- Jesteś dziś jakoś nie swoja. Coś się stało? -zapytał przyglądając mi się.
- Mój brat jest chyba w zmowie z moim lekarzem -powiedziałam biorąc głęboki wdech.- Mój brat, Thomas zabrał mnie dziś do lekarza. Zrobili mi tyle badań, że zaczynam świrować, że coś podejrzewają. Może nie potrzebnie zignorowałam objawy.
- Kiedy masz dostać wyniki?
- Powiedział, że postarają się jak najszybciej, góra do końca tygodnia. W przyszłą środę wylatuje do Lizbony, więc wolała bym mieć jasną sytuację.
- Czy to aby na pewno dobry pomysł? Wczoraj nie najlepiej to wyglądało.
- Carpe Diem. Co mnie nie zabije, to mnie wzmocni -powiedziałam patrząc na chłopaka i uśmiechając się.
Matt?
niedziela, 18 grudnia 2016
Od Matt'a cd Amy
Spojrzałem na nią i przeanalizowałem to, co zapisałem na kartce.
- Czyżbyś się nie wyspała? - zaśmiałem się.
- Owszem - odparła ziewając. - Jakie ciasto dziś polecasz?
- Tort czekoladowy - odparłem wskazując na ciemnobrązowe ciasto.
- W takim razie nakładaj i podliczaj - uśmiechnęła się.
-Harry, mocna, czarna kawa - zawołałem, wyciągając tort z witryny.
Dwie minuty później szedłem już do jej stolika z tacą. Postawiłem przed nią talerzyk oraz filiżankę.
- Proszę bardzo - wyszczerzyłem się i już miałem odchodzić, ale złapała mnie za nadgarstek.
- Kiedy kończysz? - spytała.
- Za jakieś trzydzieści minut - odparłem.
- Poczekam na ciebie - oznajmiła pogodnie.
- Okej - zawołałem wesoło, odchodząc.
Przez ostatnie pół godziny mojej zmiany nie mogłem się na niczym skupić, ponieważ moja uwaga zwrócona była głownie na Amy, która popijała swoją kawę, grzebiąc w telefonie. Kiedy wreszcie mogłem iść się przebrać i zabrać swoje rzeczy, zrobiłem to jak najszybciej.
- Możemy iść - powiedziałem podchodząc do jej stolika.
Amy?
- Czyżbyś się nie wyspała? - zaśmiałem się.
- Owszem - odparła ziewając. - Jakie ciasto dziś polecasz?
- Tort czekoladowy - odparłem wskazując na ciemnobrązowe ciasto.
- W takim razie nakładaj i podliczaj - uśmiechnęła się.
-Harry, mocna, czarna kawa - zawołałem, wyciągając tort z witryny.
Dwie minuty później szedłem już do jej stolika z tacą. Postawiłem przed nią talerzyk oraz filiżankę.
- Proszę bardzo - wyszczerzyłem się i już miałem odchodzić, ale złapała mnie za nadgarstek.
- Kiedy kończysz? - spytała.
- Za jakieś trzydzieści minut - odparłem.
- Poczekam na ciebie - oznajmiła pogodnie.
- Okej - zawołałem wesoło, odchodząc.
Przez ostatnie pół godziny mojej zmiany nie mogłem się na niczym skupić, ponieważ moja uwaga zwrócona była głownie na Amy, która popijała swoją kawę, grzebiąc w telefonie. Kiedy wreszcie mogłem iść się przebrać i zabrać swoje rzeczy, zrobiłem to jak najszybciej.
- Możemy iść - powiedziałem podchodząc do jej stolika.
Amy?
sobota, 17 grudnia 2016
Od Amy cd Matt'a
Mój piękny sen o owcach z waty cukrowej pijących herbatę z wilkami z
czekolady przerwał denerwujący głos mojego brata. Nigdy więcej
Spongeboba przed snem.
- Amy, wstawaj.
Burknęłam jedynie i przekręciłam się na drugi bok. Kto normalny wstaje o siódmej, kiedy nie musi, a łóżko jest tak wygodne. Thomas westchnął i ściągnął ze mnie kołdrę. Jęknęłam, a on nie wiele się mną przejmując zrzucił mnie z łóżka.
- Tom, masz trzy sekundy za nim spotka cię zagłada!
- Za godzinę masz wizytę u lekarza. Mój znajomy cię obejrzy i zobaczy czy naprawdę wszystko jest dobrze.
Pomarudziłam pod nosem i zabrałam rzeczy z fotela. Ogarnęłam się i pojechaliśmy do San Francisco. Znajomy Thomasa zlecił mi chyba wszystkie możliwe badania w tempie ekspresowym, więc spędziliśmy tam wiele godzin. Zdawało mi się, że zarówno mój brat jaki i jego kumpel, mają już jakieś podejrzenia. Po zakończeniu Tom pojechał do Chrisa, a ja postanowiła przejść się po mieście. Stanęłam przed drzwiami kawiarni, w której pracował Matt. Uśmiechnęłam się na myśl o chłopaku. Weszłam do środka i ustałam w kolejce. Gdy podeszłam do kasy przywitał mnie uśmiechnięty chłopak.
- Hej, co podać?-zapytał.
- Hejka, mocną kawę i jakieś ciacho -odpowiedziała z uśmiechem.
Matt?
- Amy, wstawaj.
Burknęłam jedynie i przekręciłam się na drugi bok. Kto normalny wstaje o siódmej, kiedy nie musi, a łóżko jest tak wygodne. Thomas westchnął i ściągnął ze mnie kołdrę. Jęknęłam, a on nie wiele się mną przejmując zrzucił mnie z łóżka.
- Tom, masz trzy sekundy za nim spotka cię zagłada!
- Za godzinę masz wizytę u lekarza. Mój znajomy cię obejrzy i zobaczy czy naprawdę wszystko jest dobrze.
Pomarudziłam pod nosem i zabrałam rzeczy z fotela. Ogarnęłam się i pojechaliśmy do San Francisco. Znajomy Thomasa zlecił mi chyba wszystkie możliwe badania w tempie ekspresowym, więc spędziliśmy tam wiele godzin. Zdawało mi się, że zarówno mój brat jaki i jego kumpel, mają już jakieś podejrzenia. Po zakończeniu Tom pojechał do Chrisa, a ja postanowiła przejść się po mieście. Stanęłam przed drzwiami kawiarni, w której pracował Matt. Uśmiechnęłam się na myśl o chłopaku. Weszłam do środka i ustałam w kolejce. Gdy podeszłam do kasy przywitał mnie uśmiechnięty chłopak.
- Hej, co podać?-zapytał.
- Hejka, mocną kawę i jakieś ciacho -odpowiedziała z uśmiechem.
Matt?
czwartek, 15 grudnia 2016
Od Matt'a cd Amy
Uśmiechnąłem się do dziewczyny.
- To ja dziękuję - odparłem. - Na mnie czas, jutro rano w końcu do pracy - westchnąłem.
- Miłego wieczoru w takim razie - odparła.
- Dzięki, wzajemnie. - Wsiadłem do auta i jej pomachałem, po czym je uruchomiłem i odjechałem.
Jakieś trzydzieści minut później byłem w domu. Reszta wieczoru minęła mi spokojnie.
Następnego dnia wstałem o siódmej trzydzieści, miałem pół godziny, znów zaspałem. Zakląłem pod nosem i poszedłem jak najszybciej się ogarnąć. Wyszedłem z domu, nawet nie jedząc śniadania. Wychodząc z budynku pobiegłem w stronę auta, które na szczęście stało blisko. Jechałem szybko, aby się nie spóźnić. Koniec końców na miejscu byłem dwie po ósmej. Zdyszany wbiegłem do środka, nie było żadnego klienta, dla mnie dobrze. Harry zdążył już otworzyć i właśnie wyszedł z zaplecza przebrany.
- Znowu zaspałem - rzuciłem w jego stronę, po czym przecisnąłem się obok niego, aby zmienić strój.
- To ja dziękuję - odparłem. - Na mnie czas, jutro rano w końcu do pracy - westchnąłem.
- Miłego wieczoru w takim razie - odparła.
- Dzięki, wzajemnie. - Wsiadłem do auta i jej pomachałem, po czym je uruchomiłem i odjechałem.
Jakieś trzydzieści minut później byłem w domu. Reszta wieczoru minęła mi spokojnie.
***
Następnego dnia wstałem o siódmej trzydzieści, miałem pół godziny, znów zaspałem. Zakląłem pod nosem i poszedłem jak najszybciej się ogarnąć. Wyszedłem z domu, nawet nie jedząc śniadania. Wychodząc z budynku pobiegłem w stronę auta, które na szczęście stało blisko. Jechałem szybko, aby się nie spóźnić. Koniec końców na miejscu byłem dwie po ósmej. Zdyszany wbiegłem do środka, nie było żadnego klienta, dla mnie dobrze. Harry zdążył już otworzyć i właśnie wyszedł z zaplecza przebrany.
- Znowu zaspałem - rzuciłem w jego stronę, po czym przecisnąłem się obok niego, aby zmienić strój.
***
Moja zmiana kończyła się za godzinę, w tych godzinach kawiarnia była najbardziej zapchana, ponieważ był poniedziałek i tak nie było źle. Spoglądając na klientów stojących w kolejce, na końcu ujrzałem Amy. Mimowolnie się uśmiechnąłem.
Amy?
Od Amy cd Matt'a
Wyszliśmy z lokalu i ruszyliśmy w kierunku samochodu chłopaka.
- Matt, ale ja naprawdę dam sobie radę. Już mi lepiej, teraz mogę nawet przekopać tunel do Chin. Chcesz zobaczyć?
- Nie dzięki, wolę się upewnić, że dotrzesz jednak do domu -powiedział szukając kluczyków.
- Nie przekonam cię?
- Nie - odpowiedział z uśmiechem otwierając samochód.
Westchnęłam i wsiadłam do jego samochodu. Usiadł za kierownicą i odpalił go. Wytłumaczyłam mu jak dojechać do mnie, a droga zajęła nam około dziesięciu minut. Zaparkował pod moim domem, a po chwili pod furtką znalazły się Daisy i szalejąca Sisi. W salonie świecił się światło.
- O nie, nie chcę tam wracać-jęknęłam.
- Aż tak źle? -zapytał rozpawiony moją reakcją.
- Nie wiem chcę poznać odpowiedź na to pytanie-zaśmiałam się. - Trzeba się zmierzyć. Nie ważne. Dziękuję za miły spacer -powiedziałam uśmiechając się do niego.
Matt?
- Matt, ale ja naprawdę dam sobie radę. Już mi lepiej, teraz mogę nawet przekopać tunel do Chin. Chcesz zobaczyć?
- Nie dzięki, wolę się upewnić, że dotrzesz jednak do domu -powiedział szukając kluczyków.
- Nie przekonam cię?
- Nie - odpowiedział z uśmiechem otwierając samochód.
Westchnęłam i wsiadłam do jego samochodu. Usiadł za kierownicą i odpalił go. Wytłumaczyłam mu jak dojechać do mnie, a droga zajęła nam około dziesięciu minut. Zaparkował pod moim domem, a po chwili pod furtką znalazły się Daisy i szalejąca Sisi. W salonie świecił się światło.
- O nie, nie chcę tam wracać-jęknęłam.
- Aż tak źle? -zapytał rozpawiony moją reakcją.
- Nie wiem chcę poznać odpowiedź na to pytanie-zaśmiałam się. - Trzeba się zmierzyć. Nie ważne. Dziękuję za miły spacer -powiedziałam uśmiechając się do niego.
Matt?
środa, 14 grudnia 2016
Od Matt'a cd Amy
Spojrzałem na dziewczynę zatroskanym wzrokiem.
- Bardzo chętnie - uśmiechnąłem się. - Jesteś pewna, że wszystko dobrze? Często ci się to zdarza?
- Ostatnio tak, i tak wszystko dobrze - zaśmiała się.
- Może powinnaś iść z tym do lekarza? - spytałem
- Nie, sądzę, że to chwilowe - odparła i ruszyła w stronę wejścia do jednej z kawiarni.
Usiedliśmy przy małym stoliku i zamówiliśmy sobie po filiżance kawy.
- Zostawiłem niedaleko samochód, odwiozę cię, nie chcę żebyś po tym wracała sama - oznajmiłem.
- Nie trzeba, to naprawdę nic takiego - powiedziała starając się utwierdzić mnie w swoim przekonaniu.
- Nie darowałbym sobie, jakby ci się coś stało w drodze do domu, potraktuj to jako przysługę - uśmiechnąłem się.
- Niech ci będzie, jesteś uparty - prychnęła.
- Oj tam.
Rozkoszowaliśmy się swoimi gorącymi kawami, rozmawiając na wiele tematów. Gdy wypiliśmy na dworze było już ciemno, postanowiliśmy się zebrać. Jako, że mój samochód sał kilka ulic dalej musieliśmy tam dojść.
Amy?
- Bardzo chętnie - uśmiechnąłem się. - Jesteś pewna, że wszystko dobrze? Często ci się to zdarza?
- Ostatnio tak, i tak wszystko dobrze - zaśmiała się.
- Może powinnaś iść z tym do lekarza? - spytałem
- Nie, sądzę, że to chwilowe - odparła i ruszyła w stronę wejścia do jednej z kawiarni.
Usiedliśmy przy małym stoliku i zamówiliśmy sobie po filiżance kawy.
- Zostawiłem niedaleko samochód, odwiozę cię, nie chcę żebyś po tym wracała sama - oznajmiłem.
- Nie trzeba, to naprawdę nic takiego - powiedziała starając się utwierdzić mnie w swoim przekonaniu.
- Nie darowałbym sobie, jakby ci się coś stało w drodze do domu, potraktuj to jako przysługę - uśmiechnąłem się.
- Niech ci będzie, jesteś uparty - prychnęła.
- Oj tam.
Rozkoszowaliśmy się swoimi gorącymi kawami, rozmawiając na wiele tematów. Gdy wypiliśmy na dworze było już ciemno, postanowiliśmy się zebrać. Jako, że mój samochód sał kilka ulic dalej musieliśmy tam dojść.
Amy?
Od Amy cd Matt'a
- Owszem, jednak siłę czerpie z nocy. Jednak zachody są niesamowite.
Kończy się jeden dzień i daje początek nowemu. Co jest niesamowite.
- Racja - odpowiedział.
Siedzieliśmy w przyjemnej ciszy, obserwując zachód słońca. Niebo było usłane tysiącem pięknych barw. Oparłam delikatnie głowę o jego ramię. Wydawał się zakłopotany, co wywołało szeroki uśmiech na mojej twarzy.
- Przecież cie nie zjem, ale jeśli sobie nie życzysz... Przeszkadza ci to?
- Nie- powiedział po chwili.- Nie przeszkadza.
Siedzieliśmy jeszcze do czasu, gdy nie zrobiło się ciemno.
- Co prawda jest już trochę późno, ale może dasz skusić się na kawę lub herbatę- powiedziałam wstając z ławki. -W ramach rewanżu za spac...-urwałam i gdyby nie szybka reakcja Matta zaliczyłabym bliskie spotkanie z chodnikiem.
Za kręciło mi się w głowie. Znowu... Nie zliczę, jak często mi się to przytrafia ostatnio.
- Wszystko w porządku?-zapytał Matt, pomagając mi ustać prosto.
- Tak. Już mi przeszło. To jak z tą kawą łamaną na herbatę. No chyba że lubisz ich połączenie -powiedziałam z uśmiechem.
Matt?
- Racja - odpowiedział.
Siedzieliśmy w przyjemnej ciszy, obserwując zachód słońca. Niebo było usłane tysiącem pięknych barw. Oparłam delikatnie głowę o jego ramię. Wydawał się zakłopotany, co wywołało szeroki uśmiech na mojej twarzy.
- Przecież cie nie zjem, ale jeśli sobie nie życzysz... Przeszkadza ci to?
- Nie- powiedział po chwili.- Nie przeszkadza.
Siedzieliśmy jeszcze do czasu, gdy nie zrobiło się ciemno.
- Co prawda jest już trochę późno, ale może dasz skusić się na kawę lub herbatę- powiedziałam wstając z ławki. -W ramach rewanżu za spac...-urwałam i gdyby nie szybka reakcja Matta zaliczyłabym bliskie spotkanie z chodnikiem.
Za kręciło mi się w głowie. Znowu... Nie zliczę, jak często mi się to przytrafia ostatnio.
- Wszystko w porządku?-zapytał Matt, pomagając mi ustać prosto.
- Tak. Już mi przeszło. To jak z tą kawą łamaną na herbatę. No chyba że lubisz ich połączenie -powiedziałam z uśmiechem.
Matt?
wtorek, 13 grudnia 2016
Od Matt'a cd Amy
Spojrzałem rozbawiony na dziewczynę.
- Powiem ci, że niewątpliwie byłoby ciekawe zobaczyć świat z grzbietu wieloryba - zaśmiałem się. - W sumie, czemu nie? Mógłbym skoczyć.
- To byłoby znacznie bardziej interesujące, niż na przykład patrzeć na to z grzbietu konia - oznajmiła.
- Jeździłaś kiedyś? - uniosłem brew.
- Dorabiam jako instruktorka, więc jeżdżę regularnie - odparła.
- Tego o tobie nie wiedziałem - uśmiechnąłem się ciepło. - Może usiądziemy? - spytałem wskazując na ławkę przed nami.
- Pewnie - odrzekła.
Podeszliśmy do białej, drewnianej ławki, która stała zaraz przy drewnianym ogrodzeniu dzielącym molo od morza. Słońce powoli zaczynało zachodzić, uwielbiałem obserwować zachody słońca.
- Uwielbiam zachody słońca, a ty? - spojrzałem na nią.
Amy?
- Powiem ci, że niewątpliwie byłoby ciekawe zobaczyć świat z grzbietu wieloryba - zaśmiałem się. - W sumie, czemu nie? Mógłbym skoczyć.
- To byłoby znacznie bardziej interesujące, niż na przykład patrzeć na to z grzbietu konia - oznajmiła.
- Jeździłaś kiedyś? - uniosłem brew.
- Dorabiam jako instruktorka, więc jeżdżę regularnie - odparła.
- Tego o tobie nie wiedziałem - uśmiechnąłem się ciepło. - Może usiądziemy? - spytałem wskazując na ławkę przed nami.
- Pewnie - odrzekła.
Podeszliśmy do białej, drewnianej ławki, która stała zaraz przy drewnianym ogrodzeniu dzielącym molo od morza. Słońce powoli zaczynało zachodzić, uwielbiałem obserwować zachody słońca.
- Uwielbiam zachody słońca, a ty? - spojrzałem na nią.
Amy?
sobota, 10 grudnia 2016
Od Violet CD Aksela
Przełknęłam głośno ślinę. Nie byłam pewna, czy chcę, żeby jakiś obcy chłopak odprowadzał mnie do domu. Ale w tamtym momencie nie potrafiłam myśleć racjonalnie, a co dopiero się przeciwstawiać.
-Jasne-szepnęłam cicho, przecierając policzki wierzchem dłoni.
-Dasz radę iść?-zapytał, a w jego głosie dało się usłyszeć nutkę troski.
-Tak, wydaje mi się, że tak...ja po prostu...trochę się wystraszyłam-odparłam, a z moich oczu znowu wypłynęły łzy. Zakryłam twarz dłońmi. Po chwili poczułam, jak chłopak obejmuje mnie ramieniem.
-Chodź, Violet, wszystko będzie dobrze. Powiedz mi tylko, gdzie mieszkasz.
Przez całą drogę nic nie mówiłam. Nie potrafiłam wydusić z siebie żadnego słowa. Aksel od czasu do czasu spoglądał na mnie, jakby w obawie, że mogłoby mi się coś stać.
Gdy zatrzymaliśmy się przed drzwiami mojego mieszkania, udało mi się odezwać.
-Dziękuję ci, że mnie uratowałeś. Gdyby nie ty, nie wiem, jak by to się skończyło. Ja...ja naprawdę dziękuję.
Aksel?
-Jasne-szepnęłam cicho, przecierając policzki wierzchem dłoni.
-Dasz radę iść?-zapytał, a w jego głosie dało się usłyszeć nutkę troski.
-Tak, wydaje mi się, że tak...ja po prostu...trochę się wystraszyłam-odparłam, a z moich oczu znowu wypłynęły łzy. Zakryłam twarz dłońmi. Po chwili poczułam, jak chłopak obejmuje mnie ramieniem.
-Chodź, Violet, wszystko będzie dobrze. Powiedz mi tylko, gdzie mieszkasz.
Przez całą drogę nic nie mówiłam. Nie potrafiłam wydusić z siebie żadnego słowa. Aksel od czasu do czasu spoglądał na mnie, jakby w obawie, że mogłoby mi się coś stać.
Gdy zatrzymaliśmy się przed drzwiami mojego mieszkania, udało mi się odezwać.
-Dziękuję ci, że mnie uratowałeś. Gdyby nie ty, nie wiem, jak by to się skończyło. Ja...ja naprawdę dziękuję.
Aksel?
Od Aksela CD Violet
Pokręciłem powoli głową, podnosząc ręce w geście obronnym. Przecież nie chciałem jej skrzywdzić, wręcz przeciwnie.
- Spokojnie, nic ci nie zrobię. Nie bój się. - powiedziałem łagodnym tonem.
Dłonie dziewczyny trzęsły się jak galareta, delikatny makijaż rozmył się, miała zaczerwienione oczy od płaczu.
- O-obiecujesz?
- Tak. - odparłem. - Jestem Aksel. - przedstawiłem się.
- Violet. - odparła cichym, łamiącym się tonem.
- W porządku, odprowadzę cię do domu. Dobrze?
?
- Spokojnie, nic ci nie zrobię. Nie bój się. - powiedziałem łagodnym tonem.
Dłonie dziewczyny trzęsły się jak galareta, delikatny makijaż rozmył się, miała zaczerwienione oczy od płaczu.
- O-obiecujesz?
- Tak. - odparłem. - Jestem Aksel. - przedstawiłem się.
- Violet. - odparła cichym, łamiącym się tonem.
- W porządku, odprowadzę cię do domu. Dobrze?
?
Od Violet CD Aksela
Musiałam zostać w pracy dużo dłużej niż zwykle. Oczywiście to mnie kazali wszytko posprzątać. Miałam już dość tego wykorzystywania, ale nie potrafiłam się przeciwstawić.
Westchnęłam cicho, kucając przy jednym z kociaków. Delikatnie zmierzwiłam miękką sierść na jego główce.
-Do jutra-mruknęłam, rzucając ostanie spojrzenie na ciemną kawiarnię. Zamknęłam drzwi i przekręciłam kluczyk. Ruszyłam przed siebie. Było naprawdę bardzo cicho, rzadko przejeżdżały auta. Nie szło mi się za dobrze, musiałam przyznać przed samą sobą, że się bałam. Wcisnęłam ręce do kieszeni i przyspieszyłam kroku. W pewnym momencie poczułam dziwne uczucie, jakby ktoś mnie obserwował. Nerwowo odwróciłam głowę, lecz nikogo za mną nie było. Już chciałam odetchnąć z ulgą, gdy nagle ktoś mocno mną szarpnął.
Byłam przerażona, a jakiś ogromny mężczyzna ciągnął mnie do ciemnej uliczki. Z moich oczu wypływały potoki łez, ale nie potrafiłam wydusić z siebie żadnego dźwięku. Oprawca zaczął mówić do mnie w obcym języku, a po chwili jego ręce zaczęły błądzić po moim ciele. Wtedy udało mi się krzyknąć. Zrobiłam to najgłośniej, jak tylko potrafiłam. Mężczyzna tylko cicho się zaśmiał. Próbowałam się jakoś wyrwać, ale to też było na nic. Gdy chciałam się poddać, ktoś odepchnął oprawcę, który upadł na ziemię. Mruknął coś, po czym uciekł.
-Nic ci nie jest? Nic ci nie zrobił?-zapytał jakiś chłopak, kładąc ręce na moich ramionach. Instynktownie zrobiłam krok w tył.
-Proszę, nie rób mi krzywdy-szepnęłam, ocierając mokre od łez policzki. Bałam się, okropnie się bałam.
Aksel?
Westchnęłam cicho, kucając przy jednym z kociaków. Delikatnie zmierzwiłam miękką sierść na jego główce.
-Do jutra-mruknęłam, rzucając ostanie spojrzenie na ciemną kawiarnię. Zamknęłam drzwi i przekręciłam kluczyk. Ruszyłam przed siebie. Było naprawdę bardzo cicho, rzadko przejeżdżały auta. Nie szło mi się za dobrze, musiałam przyznać przed samą sobą, że się bałam. Wcisnęłam ręce do kieszeni i przyspieszyłam kroku. W pewnym momencie poczułam dziwne uczucie, jakby ktoś mnie obserwował. Nerwowo odwróciłam głowę, lecz nikogo za mną nie było. Już chciałam odetchnąć z ulgą, gdy nagle ktoś mocno mną szarpnął.
Byłam przerażona, a jakiś ogromny mężczyzna ciągnął mnie do ciemnej uliczki. Z moich oczu wypływały potoki łez, ale nie potrafiłam wydusić z siebie żadnego dźwięku. Oprawca zaczął mówić do mnie w obcym języku, a po chwili jego ręce zaczęły błądzić po moim ciele. Wtedy udało mi się krzyknąć. Zrobiłam to najgłośniej, jak tylko potrafiłam. Mężczyzna tylko cicho się zaśmiał. Próbowałam się jakoś wyrwać, ale to też było na nic. Gdy chciałam się poddać, ktoś odepchnął oprawcę, który upadł na ziemię. Mruknął coś, po czym uciekł.
-Nic ci nie jest? Nic ci nie zrobił?-zapytał jakiś chłopak, kładąc ręce na moich ramionach. Instynktownie zrobiłam krok w tył.
-Proszę, nie rób mi krzywdy-szepnęłam, ocierając mokre od łez policzki. Bałam się, okropnie się bałam.
Aksel?
Od Aksela CD Violet
Był już środek nocy, nie mogłem spać. Nie chcąc dłużej przewracać się z jednego boku na drugi postanowiłem wybrać się na spacer, może to mi pomoże. Przeszedłem park i ruszyłem w drogę powrotną, na ulicach było już pusto, rzadko przejeżdżał jakiś samochód, jedyne co było słychać to ciszę a w niektórych miejscach głośną muzykę z klubów. Nagle idealną ciszę przerwał krzyk. Dochodził on z jednej z ciemnych uliczek, wyciągnąłem dłonie z kieszeni bluzy i ruszyłem w jej kierunku. Jakiś facet próbował rozebrać dziewczynę, trudno było mi określić w jakim był wieku, ponieważ miał na twarzy kominiarkę, cały ubrany był na czarno. Nie mogłem tak bezczynnie stać, musiałem jej pomóc. Odepchnąłem go od niej tak, że upadł na podłogę. Wymruczał coś pod nosem w innym języku, chwilę chyba zastanawiał się czy mnie nie zaatakować, ostatecznie uciekł.
- Nic ci nie jest? - spytałem podchodząc do roztrzęsionej dziewczyny. - Nic ci nie zrobił? - spytałem kładąc dłonie na jej ramionach widząc, że ledwo trzyma się na nogach.
? Taki rumak na białym księciu XDD
- Nic ci nie jest? - spytałem podchodząc do roztrzęsionej dziewczyny. - Nic ci nie zrobił? - spytałem kładąc dłonie na jej ramionach widząc, że ledwo trzyma się na nogach.
? Taki rumak na białym księciu XDD
czwartek, 8 grudnia 2016
Od Amy cd Matt'a
- Dzięki -powiedziałam z rozbawieniem.
Patrzyłam na chłopaka śmiejąc się w duchu. Już od dawna nie widziałam takiej radości na widok zwykłej waty cukrowej. Nawet u dzieci. Urwałam kawałek waty i rozkoszowałam się jej smakiem. Smak dzieciństwa. Spojrzałam ponownie na chłopaka
- Co się tak przyglądasz? -zapytał zaaferowany swoją zdobyczą.
- Nic, po prostu już dawno nie widziałam tak szczerej radości, jak twoja -zaśmiałam się.- Ale spoko znam to. Sama mam jazdę na żelki, więc cię rozumiem.
Ruszyliśmy na pobliskie molo.
- Czyli w razie czego można cię przekupić żelkami? -zaśmiał się chłopak.
- Dla nich zrobię prawie wszystko. Na pewno nie wskoczyła bym za nie na wieloryba. Wskoczyła bym na niego z czystej ciekawości, jak wygląda świat z grzbietu wieloryba -zażartowałam. - A ty? Wskoczył byś? -zapytałam z chytrym uśmiechem, odrywając następny fragment waty.
Matt?
Patrzyłam na chłopaka śmiejąc się w duchu. Już od dawna nie widziałam takiej radości na widok zwykłej waty cukrowej. Nawet u dzieci. Urwałam kawałek waty i rozkoszowałam się jej smakiem. Smak dzieciństwa. Spojrzałam ponownie na chłopaka
- Co się tak przyglądasz? -zapytał zaaferowany swoją zdobyczą.
- Nic, po prostu już dawno nie widziałam tak szczerej radości, jak twoja -zaśmiałam się.- Ale spoko znam to. Sama mam jazdę na żelki, więc cię rozumiem.
Ruszyliśmy na pobliskie molo.
- Czyli w razie czego można cię przekupić żelkami? -zaśmiał się chłopak.
- Dla nich zrobię prawie wszystko. Na pewno nie wskoczyła bym za nie na wieloryba. Wskoczyła bym na niego z czystej ciekawości, jak wygląda świat z grzbietu wieloryba -zażartowałam. - A ty? Wskoczył byś? -zapytałam z chytrym uśmiechem, odrywając następny fragment waty.
Matt?
wtorek, 6 grudnia 2016
Od Matt'a cd Amy
Spojrzałem na dziewczynę.
- No więc, jak już wiesz pochodzę z Londynu, najpierw mieszkałem w San Mateo, a później przeniosłem się do San Francisco. Mieszkam sam, mieszkanie dostałem od rodziców w prezencie na urodziny - oznajmiłem.
- Nie nudno jest ci tak samemu mieszkać? - uniosła brew.
- Czasami nudno, ale cieszę się spokojem i tym, że nikt mi nie przeszkadza - uśmiechnąłem się.
- No jak kto woli, u mnie zawsze się coś dzieje - zaśmiała się.
- Nie wątpię - przytaknąłem.
Szliśmy sobie przez plażę, nie umknęła mi budka z watą cukrową.
- O ja! Amy patrz, wata cukrowa! - zawołałem ciesząc się jak dziecko, ponieważ naprawdę uwielbiałem ją jeść i pociągnąłem ją w stronę stoiska.
Dziewczyna nie zdążyła nawet nic powiedzieć, bo ja już zamówiłem dwie duże waty cukrowe. Chwilę później dostałem do ręki jedną, którą jej podałem, a zaraz później drugą, dla mnie. Zapłaciłem mężczyźnie i spojrzałem na rozbawioną dziewczynę.
Amy?
- No więc, jak już wiesz pochodzę z Londynu, najpierw mieszkałem w San Mateo, a później przeniosłem się do San Francisco. Mieszkam sam, mieszkanie dostałem od rodziców w prezencie na urodziny - oznajmiłem.
- Nie nudno jest ci tak samemu mieszkać? - uniosła brew.
- Czasami nudno, ale cieszę się spokojem i tym, że nikt mi nie przeszkadza - uśmiechnąłem się.
- No jak kto woli, u mnie zawsze się coś dzieje - zaśmiała się.
- Nie wątpię - przytaknąłem.
Szliśmy sobie przez plażę, nie umknęła mi budka z watą cukrową.
- O ja! Amy patrz, wata cukrowa! - zawołałem ciesząc się jak dziecko, ponieważ naprawdę uwielbiałem ją jeść i pociągnąłem ją w stronę stoiska.
Dziewczyna nie zdążyła nawet nic powiedzieć, bo ja już zamówiłem dwie duże waty cukrowe. Chwilę później dostałem do ręki jedną, którą jej podałem, a zaraz później drugą, dla mnie. Zapłaciłem mężczyźnie i spojrzałem na rozbawioną dziewczynę.
Amy?
poniedziałek, 5 grudnia 2016
Od Amy cd Matt'a
Stanęłam na przeciwko chłopaka.
- Hej - powiedziałam z szerokim uśmiechem.
- Hej, fajnie, że przyszłaś -odrzekł.
- Fajnie, że zaprosiłeś -zaśmiałam się.
Ruszyliśmy przed siebie w kierunku pobliskiej plaży. Zawsze lubiłam spacerować tamtą drogą.
- Ostatnio powiedziałeś, że odwiedzasz rodziców. Pochodzisz z San Mateo? -zapytałam chłopaka.
- Nie, pochodzę z Londynu, później przenieśliśmy się do San Mateo, ale po pewnym czasie postanowiłem zamieszkać w San Francisco. A ty?
- Możemy założyć klub Brytyjczyków w Stanach, tylko ja jestem rdzenną mieszkanką Dover. W wieku 17 lat zostałam zmuszona do wyjazdu do Nowego Jorku, gdzie mieszka mój najstarszy brat. Rok później postanowiłam się wyprowadzić do San Mateo. Mój dziadek kiedyś zakupił tu dom i przepisał mi go w spadku. Gratis dostałam dwóch braci, którzy traktują mój dom jak hotel- zażartowałam. - Ale koniec o mnie, bo tylko ja się tu produkuje. Opowiedz mi coś o sobie -spojrzałam na niego z uśmiechem.
Matt? ^-^
- Hej - powiedziałam z szerokim uśmiechem.
- Hej, fajnie, że przyszłaś -odrzekł.
- Fajnie, że zaprosiłeś -zaśmiałam się.
Ruszyliśmy przed siebie w kierunku pobliskiej plaży. Zawsze lubiłam spacerować tamtą drogą.
- Ostatnio powiedziałeś, że odwiedzasz rodziców. Pochodzisz z San Mateo? -zapytałam chłopaka.
- Nie, pochodzę z Londynu, później przenieśliśmy się do San Mateo, ale po pewnym czasie postanowiłem zamieszkać w San Francisco. A ty?
- Możemy założyć klub Brytyjczyków w Stanach, tylko ja jestem rdzenną mieszkanką Dover. W wieku 17 lat zostałam zmuszona do wyjazdu do Nowego Jorku, gdzie mieszka mój najstarszy brat. Rok później postanowiłam się wyprowadzić do San Mateo. Mój dziadek kiedyś zakupił tu dom i przepisał mi go w spadku. Gratis dostałam dwóch braci, którzy traktują mój dom jak hotel- zażartowałam. - Ale koniec o mnie, bo tylko ja się tu produkuje. Opowiedz mi coś o sobie -spojrzałam na niego z uśmiechem.
Matt? ^-^
Od Matt'a cd Amy
Mimowolnie uśmiechnąłem się na widok sms'a od dziewczyny. Dogadaliśmy się jeszcze co do godziny spotkania i miejsca. Wstałem leniwie z kanapy i poszedłem się naszykować, nie zajęło mi to dużo czasu, dlatego już kilkanaście minut później siedziałem w samochodzie. Przekręciłem kluczyk w stacyjce i ruszyłem powoli w stronę głównej drogi. Lubiłem jeździć samochodem, szczególnie gdzieś dalej. Droga do San Mateo nie była długa, dlatego nie do końca udało mi się nacieszyć jazdą. Zaparkowałem pojazd na podjeździe moich rodziców i go opuściłem, następnie kierując się do drzwi.
Spędziłem około półtorej godziny z rodzicami przy kawie i cieście. Często zastanawiało mnie jak to jest, że mojej mamie wychodzą tak dobre ciasta, a ja pracując w kawiarni i tak nie mogę jej dorównać. Dzisiaj była niedziela, co oznaczało, że jutro znów idę do pracy. Zbliżała się 16.30, czyli godzina mojego spotkania z Amy. Pożegnałem się z rodzicami i pojechałem w umówione miejsce. Wysiadłem z samochodu i ruszyłem w stronę dziewczyny, która również szła w moim kierunku. Podszedłem do niej z uśmiechem.
Amy? 8)
Spędziłem około półtorej godziny z rodzicami przy kawie i cieście. Często zastanawiało mnie jak to jest, że mojej mamie wychodzą tak dobre ciasta, a ja pracując w kawiarni i tak nie mogę jej dorównać. Dzisiaj była niedziela, co oznaczało, że jutro znów idę do pracy. Zbliżała się 16.30, czyli godzina mojego spotkania z Amy. Pożegnałem się z rodzicami i pojechałem w umówione miejsce. Wysiadłem z samochodu i ruszyłem w stronę dziewczyny, która również szła w moim kierunku. Podszedłem do niej z uśmiechem.
Amy? 8)
niedziela, 4 grudnia 2016
Od Amy cd Matt'a
Rano obudziłam się z potwornym bólem głowy. O ile "rano" można nazwać
godzinę prawie dwunastą. Zwlekłam się do kuchni, gdzie czekała mnie
niespodzianka w postaci mojego najstarszego brata oraz śniadania.
- Nie wyglądasz najlepiej -powiedział uważnie mnie obserwując.
- Też cię miło widzieć Tom. Co tu robisz? -zapytałam biorąc dzbanek z wodą i nalewając ją do szklanki.
- Odpowiadam na skargi Alexy'ego. Schudłaś od naszego ostatniego spotkania.
- To komplement? -zapytałam biorąc kanapkę z talerza stojącego na stole.
Prawda, ostatnio sporo schudłam, byłam przemęczona i po posiłku miałam bóle w podbrzuszu, ale mogło to być spowodowane chociażby stresem. Alexy od razu zakładał, że dzieje się coś złego.
- Jutro jesteś umówiona z samego rana do lekarza. Bez żadnych dyskusji- rzekł ostro Thomas.
Dokończyłam śniadanie mierząc brata piorunującym spojrzeniem, a gdy skończyłam wzięłam leki i wyszłam na taras. Z domu dobiegała mnie dyskusja moich braci. Fajnie, mój dom jako motel dla braci. Dlaczego nie? Wyjęłam telefon z kieszeni spodni i zobaczyłam nieodebranego SMSa. Kto to mógł napisać? Po chwili zastanowienia doszłam do wniosku, że jedyną osobą, której mogłam podać numer to Matt, więc odpisałam mu szybko:
Hej. Wspólny spacer? Bardzo chętnie ^^
Matt?
- Nie wyglądasz najlepiej -powiedział uważnie mnie obserwując.
- Też cię miło widzieć Tom. Co tu robisz? -zapytałam biorąc dzbanek z wodą i nalewając ją do szklanki.
- Odpowiadam na skargi Alexy'ego. Schudłaś od naszego ostatniego spotkania.
- To komplement? -zapytałam biorąc kanapkę z talerza stojącego na stole.
Prawda, ostatnio sporo schudłam, byłam przemęczona i po posiłku miałam bóle w podbrzuszu, ale mogło to być spowodowane chociażby stresem. Alexy od razu zakładał, że dzieje się coś złego.
- Jutro jesteś umówiona z samego rana do lekarza. Bez żadnych dyskusji- rzekł ostro Thomas.
Dokończyłam śniadanie mierząc brata piorunującym spojrzeniem, a gdy skończyłam wzięłam leki i wyszłam na taras. Z domu dobiegała mnie dyskusja moich braci. Fajnie, mój dom jako motel dla braci. Dlaczego nie? Wyjęłam telefon z kieszeni spodni i zobaczyłam nieodebranego SMSa. Kto to mógł napisać? Po chwili zastanowienia doszłam do wniosku, że jedyną osobą, której mogłam podać numer to Matt, więc odpisałam mu szybko:
Hej. Wspólny spacer? Bardzo chętnie ^^
Matt?
Od Matt'a cd Amy
Wziąłem serwetkę i schowałem ją do kieszeni, ostrożnie, aby dało się z niej później coś jeszcze odczytać. Chwilę później sam zbierałem się do wyjścia. Wziąłem taksówkę i już trzydzieści minut później byłem w domu. Wyjąłem serwetkę z kieszeni i położyłem ją na blacie w kuchni, po czym poszedłem do łazienki się ogarnąć. Gdy opuściłem pomieszczenie położyłem się na łóżku i zawinąłem w kołdrę.
***
Następnego dnia rano obudziłem się z lekkim kacem, dlatego pierwszym co zrobiłem po podniesieniu się z łóżka było udanie się do kuchni i wzięcie aspiryny. Na blacie zauważyłem serwetkę z jakimś numerem telefonu, po dokładnym przeanalizowaniu zapisanych na niej liczb i słów okazało się, że numer ten należy do Amy. Nie zastanawiając się długo zapisałem go w telefonie i wziąłem się za robienie śniadania. Po śniadaniu ułożyłem się wygodnie na kanapie i oglądałem telewizję. Gdy ostatnio byłem u rodziców umówiłem się z nimi, że zajrzę dzisiaj. Postanowiłem przy okazji zaproponować spotkanie Amy, w tym celu wysłałem jej sms:
'Hej, będę dzisiaj w San Mateo. Co powiesz na wspólny spacer? ;p'
Amy?
***
Następnego dnia rano obudziłem się z lekkim kacem, dlatego pierwszym co zrobiłem po podniesieniu się z łóżka było udanie się do kuchni i wzięcie aspiryny. Na blacie zauważyłem serwetkę z jakimś numerem telefonu, po dokładnym przeanalizowaniu zapisanych na niej liczb i słów okazało się, że numer ten należy do Amy. Nie zastanawiając się długo zapisałem go w telefonie i wziąłem się za robienie śniadania. Po śniadaniu ułożyłem się wygodnie na kanapie i oglądałem telewizję. Gdy ostatnio byłem u rodziców umówiłem się z nimi, że zajrzę dzisiaj. Postanowiłem przy okazji zaproponować spotkanie Amy, w tym celu wysłałem jej sms:
'Hej, będę dzisiaj w San Mateo. Co powiesz na wspólny spacer? ;p'
Amy?
czwartek, 1 grudnia 2016
Od Amy cd Matt'a
Siedzieliśmy pijąc drinki, aż w końcu doczłapał się do nas Peter.
- Czyyy tego... No -zaczął coś mamrotać pod nosem. -Coś miałem, ale nie wiem- powiedział drapiąc się po głowie i odszedł.
Spojrzeliśmy po sobie i wybuchliśmy śmiechem. Do czwartej siedzieliśmy przy stoliku pijąc drinki, żartując i wychodząc od czasu do czasu na parkiet. Nad ranem podszedł do nas Alexy.
- Amy, jedziemy do domu -powiedział szukając kluczyków.
- Braciszku, ja nigdzie nie jadę -powiedziałam, chwiejąc się lekko na wszystkie strony.
- To twój brat? -zapytał zaskoczony chłopak.
- Niestety tak -burknęłam.
Widząc, że Alexy się niecierpliwi zapisałam swój numer telefonu na serwetce, którą dałam Matt'owi.
- W razie czego dzwoń- powiedziałam, a Alex złapał mnie i przerzucił mnie sobie i wyniósł siłą z klub, przy śpiewie Jacka "Zostawcie Titanica".
- Do zobaczenia Matt -krzyknęłam na pożegnanie.
Matt?
- Czyyy tego... No -zaczął coś mamrotać pod nosem. -Coś miałem, ale nie wiem- powiedział drapiąc się po głowie i odszedł.
Spojrzeliśmy po sobie i wybuchliśmy śmiechem. Do czwartej siedzieliśmy przy stoliku pijąc drinki, żartując i wychodząc od czasu do czasu na parkiet. Nad ranem podszedł do nas Alexy.
- Amy, jedziemy do domu -powiedział szukając kluczyków.
- Braciszku, ja nigdzie nie jadę -powiedziałam, chwiejąc się lekko na wszystkie strony.
- To twój brat? -zapytał zaskoczony chłopak.
- Niestety tak -burknęłam.
Widząc, że Alexy się niecierpliwi zapisałam swój numer telefonu na serwetce, którą dałam Matt'owi.
- W razie czego dzwoń- powiedziałam, a Alex złapał mnie i przerzucił mnie sobie i wyniósł siłą z klub, przy śpiewie Jacka "Zostawcie Titanica".
- Do zobaczenia Matt -krzyknęłam na pożegnanie.
Matt?
Od Matt'a cd Amy
Zacząłem poruszać zmysłowo brwiami na słowa wypowiedziane przez chłopaka, na co Amy tylko parsknęła śmiechem.
- No co? Raz się zdarzyć mogło. Za to my w tej chwili idziemy tańczyć -powiedziała wstając i ciągnąc mnie za rękę.
Lekko zdezorientowany podążałem za dziewczyną prosto na parkiet, w końcu udało nam się znaleźć niewielki kawałek miejsca. Przetańczyliśmy razem kilka piosenek, muszę przyznać, że naprawdę dobrze się z nią tańczy.
- Nie bolą cię nogi? - spytałem przekrzykując muzykę.
- No jestem już trochę zmęczona - odparła uśmiechając się do mnie.
- Zatem proponuję wrócić do stolika i odpocząć - zaproponowałem.
- Okej, ale proponuję jeszcze się czegoś napić - oznajmiła poważnie.
Złapałem ją za rękę, aby jej nie zgubić i zacząłem ciągnąć w stronę stolików. Po drodze zgarnęliśmy po drinku i usiedliśmy przy naszym stoliku, jednak większość znajomych gdzieś tańczyła.
Amy?
- No co? Raz się zdarzyć mogło. Za to my w tej chwili idziemy tańczyć -powiedziała wstając i ciągnąc mnie za rękę.
Lekko zdezorientowany podążałem za dziewczyną prosto na parkiet, w końcu udało nam się znaleźć niewielki kawałek miejsca. Przetańczyliśmy razem kilka piosenek, muszę przyznać, że naprawdę dobrze się z nią tańczy.
- Nie bolą cię nogi? - spytałem przekrzykując muzykę.
- No jestem już trochę zmęczona - odparła uśmiechając się do mnie.
- Zatem proponuję wrócić do stolika i odpocząć - zaproponowałem.
- Okej, ale proponuję jeszcze się czegoś napić - oznajmiła poważnie.
Złapałem ją za rękę, aby jej nie zgubić i zacząłem ciągnąć w stronę stolików. Po drodze zgarnęliśmy po drinku i usiedliśmy przy naszym stoliku, jednak większość znajomych gdzieś tańczyła.
Amy?
Od Amy cd Matt'a
Potańczyłam z chłopakami i koło pierwszej klapnęłam na kanapę.
Siedziałam przy stoliku pijąc drinka i obserwując osoby dokoła. Chłopaki
wyruszyli na podryw, albo leżeli zalani pod stołami. Nie którzy
tańczyli ze swoimi partnerkami podobnie jak Jack i Fiona. Kiedyś byłam
równie szczęśliwa jak oni... Stare czasy. W tym momencie moje
przemyślenia przerwał Matt, który zasiadł obok mnie, obejmując mnie i
chwytając za szklankę z alkoholem.
- Stało się coś? -zapytał mnie.
- Nie - powiedziałam, przekrzykując muzykę, uśmiechając się do niego i oparłam głowę na jego ramieniu. -Dopadła mnie zaduma, ale właśnie poszła się powiesić w łazience. Jak się bawisz?
- Super -odparł.
- Ej, Amy! Liczę na taniec na barze twój i Davida! -krzyknął już nieźle upity Stan.
- Może później... W innym życiu -odkrzyknęłam do niego ze śmiechem.
Sięgnęłam po drinka, a moje spojrzenie przeniosło się na Matta, który sugestywnie poruszał brwiami, szczerząc się jak wariat. Parsknęłam śmiechem.
- No co? Raz się zdarzyć mogło. Za to my w tej chwili idziemy tańczyć -powiedziałam wstając i ciągnąc go za rękę.
Matt?
- Stało się coś? -zapytał mnie.
- Nie - powiedziałam, przekrzykując muzykę, uśmiechając się do niego i oparłam głowę na jego ramieniu. -Dopadła mnie zaduma, ale właśnie poszła się powiesić w łazience. Jak się bawisz?
- Super -odparł.
- Ej, Amy! Liczę na taniec na barze twój i Davida! -krzyknął już nieźle upity Stan.
- Może później... W innym życiu -odkrzyknęłam do niego ze śmiechem.
Sięgnęłam po drinka, a moje spojrzenie przeniosło się na Matta, który sugestywnie poruszał brwiami, szczerząc się jak wariat. Parsknęłam śmiechem.
- No co? Raz się zdarzyć mogło. Za to my w tej chwili idziemy tańczyć -powiedziałam wstając i ciągnąc go za rękę.
Matt?
Subskrybuj:
Posty (Atom)