Musiałam zostać w pracy dużo dłużej niż zwykle. Oczywiście to mnie kazali wszytko posprzątać. Miałam już dość tego wykorzystywania, ale nie potrafiłam się przeciwstawić.
Westchnęłam cicho, kucając przy jednym z kociaków. Delikatnie zmierzwiłam miękką sierść na jego główce.
-Do jutra-mruknęłam, rzucając ostanie spojrzenie na ciemną kawiarnię. Zamknęłam drzwi i przekręciłam kluczyk. Ruszyłam przed siebie. Było naprawdę bardzo cicho, rzadko przejeżdżały auta. Nie szło mi się za dobrze, musiałam przyznać przed samą sobą, że się bałam. Wcisnęłam ręce do kieszeni i przyspieszyłam kroku. W pewnym momencie poczułam dziwne uczucie, jakby ktoś mnie obserwował. Nerwowo odwróciłam głowę, lecz nikogo za mną nie było. Już chciałam odetchnąć z ulgą, gdy nagle ktoś mocno mną szarpnął.
Byłam przerażona, a jakiś ogromny mężczyzna ciągnął mnie do ciemnej uliczki. Z moich oczu wypływały potoki łez, ale nie potrafiłam wydusić z siebie żadnego dźwięku. Oprawca zaczął mówić do mnie w obcym języku, a po chwili jego ręce zaczęły błądzić po moim ciele. Wtedy udało mi się krzyknąć. Zrobiłam to najgłośniej, jak tylko potrafiłam. Mężczyzna tylko cicho się zaśmiał. Próbowałam się jakoś wyrwać, ale to też było na nic. Gdy chciałam się poddać, ktoś odepchnął oprawcę, który upadł na ziemię. Mruknął coś, po czym uciekł.
-Nic ci nie jest? Nic ci nie zrobił?-zapytał jakiś chłopak, kładąc ręce na moich ramionach. Instynktownie zrobiłam krok w tył.
-Proszę, nie rób mi krzywdy-szepnęłam, ocierając mokre od łez policzki. Bałam się, okropnie się bałam.
Aksel?
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz