Mój piękny sen o owcach z waty cukrowej pijących herbatę z wilkami z
czekolady przerwał denerwujący głos mojego brata. Nigdy więcej
Spongeboba przed snem.
- Amy, wstawaj.
Burknęłam jedynie i przekręciłam się na drugi bok. Kto normalny wstaje o
siódmej, kiedy nie musi, a łóżko jest tak wygodne. Thomas westchnął i
ściągnął ze mnie kołdrę. Jęknęłam, a on nie wiele się mną przejmując
zrzucił mnie z łóżka.
- Tom, masz trzy sekundy za nim spotka cię zagłada!
- Za godzinę masz wizytę u lekarza. Mój znajomy cię obejrzy i zobaczy czy naprawdę wszystko jest dobrze.
Pomarudziłam pod nosem i zabrałam rzeczy z fotela. Ogarnęłam się i
pojechaliśmy do San Francisco. Znajomy Thomasa zlecił mi chyba wszystkie
możliwe badania w tempie ekspresowym, więc spędziliśmy tam wiele
godzin. Zdawało mi się, że zarówno mój brat jaki i jego kumpel, mają już
jakieś podejrzenia. Po zakończeniu Tom pojechał do Chrisa, a ja
postanowiła przejść się po mieście. Stanęłam przed drzwiami kawiarni, w
której pracował Matt. Uśmiechnęłam się na myśl o chłopaku. Weszłam do
środka i ustałam w kolejce. Gdy podeszłam do kasy przywitał mnie
uśmiechnięty chłopak.
- Hej, co podać?-zapytał.
- Hejka, mocną kawę i jakieś ciacho -odpowiedziała z uśmiechem.
Matt?
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz