Przeglądałam internet szukając prezentu dla babci na na jej
siedemdziesiąte urodziny, które miały odbyć się w przyszłym miesiącu.
Jak zwykle miała ty być wielka fiesta, którą ja z babcią spędzimy na
komentowaniu sztuczności naszej rodziny. Kończyłam właśnie zakup
prezentu, gdy do mojego stolika podszedł już przebrany Matt.
- Możemy iść - odrzekł.
- Okej -odpowiedziałam z uśmiechem, podnosząc się i biorąc rzeczy z krzesła stojącego obok.
Wyszliśmy z kawiarni i ruszyliśmy w kierunku parku, w którym się poznaliśmy.
- Jesteś dziś jakoś nie swoja. Coś się stało? -zapytał przyglądając mi się.
- Mój brat jest chyba w zmowie z moim lekarzem -powiedziałam biorąc
głęboki wdech.- Mój brat, Thomas zabrał mnie dziś do lekarza. Zrobili mi
tyle badań, że zaczynam świrować, że coś podejrzewają. Może nie
potrzebnie zignorowałam objawy.
- Kiedy masz dostać wyniki?
- Powiedział, że postarają się jak najszybciej, góra do końca tygodnia. W
przyszłą środę wylatuje do Lizbony, więc wolała bym mieć jasną
sytuację.
- Czy to aby na pewno dobry pomysł? Wczoraj nie najlepiej to wyglądało.
- Carpe Diem. Co mnie nie zabije, to mnie wzmocni -powiedziałam patrząc na chłopaka i uśmiechając się.
Matt?
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz