- Owszem, jednak siłę czerpie z nocy. Jednak zachody są niesamowite.
Kończy się jeden dzień i daje początek nowemu. Co jest niesamowite.
- Racja - odpowiedział.
Siedzieliśmy w przyjemnej ciszy, obserwując zachód słońca. Niebo było
usłane tysiącem pięknych barw. Oparłam delikatnie głowę o jego ramię.
Wydawał się zakłopotany, co wywołało szeroki uśmiech na mojej twarzy.
- Przecież cie nie zjem, ale jeśli sobie nie życzysz... Przeszkadza ci to?
- Nie- powiedział po chwili.- Nie przeszkadza.
Siedzieliśmy jeszcze do czasu, gdy nie zrobiło się ciemno.
- Co prawda jest już trochę późno, ale może dasz skusić się na kawę lub
herbatę- powiedziałam wstając z ławki. -W ramach rewanżu za
spac...-urwałam i gdyby nie szybka reakcja Matta zaliczyłabym bliskie
spotkanie z chodnikiem.
Za kręciło mi się w głowie. Znowu... Nie zliczę, jak często mi się to przytrafia ostatnio.
- Wszystko w porządku?-zapytał Matt, pomagając mi ustać prosto.
- Tak. Już mi przeszło. To jak z tą kawą łamaną na herbatę. No chyba że lubisz ich połączenie -powiedziałam z uśmiechem.
Matt?
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz