Weszłam do pierwszej lepszej kawiarni, będącej niedaleko warsztatu
brata. Wiedziałam, że kiedy tylko tam wejdzie nie będzie miał
wątpliwości co do tego, kto to zrobił. Ruszyłam do kasy, rozglądając się
dokoła.
- Co podać? -rozległ się głos sprzedawcy.
- Jednorożca, albo najlepiej smoka - powiedziałam, po czym odwróciłam
głowę do chłopaka przede mną. - O -zrobiłam głupią minę- chłopak nie
lubiący deszczu. Cześć Matthew -uśmiechnęłam się szeroko.
- Cześć. Niestety nie mamy jednorożców, ani tym bardziej smoków.
- No cóż, w takim razie poproszę kawę. Ale taką siekierę. Potrzebuję
kofeiny. Pół nocy nie spałam - rzekłam zasłaniając usta podczas
ziewnięcia.
- To co ty robiłaś?
Udałam, że rozglądam się zdenerwowana, czy nikt nie podsłuchuje, w
prawie pustym lokalu. W końcu był wczesny ranek. Nachyliłam się i gestem
nakazałam uczynić mu to samo.
- Karałam brata. Kilka dni temu wpadł do mnie kompletnie pijany,
rozebrał się na środku salonu, na całe szczęście tylko do bielizny i
zwymiotował na moją ulubioną poduszkę. Jako że miałam klucze do jego
warsztatu postanowiłam go ukarać. Miałam dużo taśmy klejącej i z jego
zestawu 12 kluczy zrobiłam wielki kokon, w którego każdej warstwie
złożonej z jednej rolki taśmy znajduje się jeden klucz. Musi teraz
wszystko po kolei rozklejać, a jeśli będzie próbował to przeciąć
zostanie ukarany. Tak jak wczoraj mówiłam, mam głupie pomysły
-dokończyłam, a drugi chłopak podał mi kawę. - Dzięki - powiedziałam i
upiłam łyk. - Tego potrzebowałam. A teraz masz mnie z walniętą, co?
Zresztą jak połowa tego świata -powiedziałam dalej się uśmiechając.
Matthew?
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz