- A to ty tu mieszkasz? - zapytałam ze zdziwieniem.
- Nie, tylko rodzice- odpowiedział z uśmiechem.
- Aha, a co do mleka, to polecam to -powiedziałam sama biorąc butelkę. -
Zabrzmiałam jak w reklamie -powiedziałam, drapiąc się po głowie.
- Tak trochę- zaśmiał się.
- Czas zmienić branżę- powiedziałam wyszczerzając się. - Rzucam gazetę i będę sprzedawać mleko w butelkach.
Ruszyliśmy dalej przez sklep. Po drodze zgarnęłam jeszcze worek karmy dla psów.
- Moje "maleństwa" pochłaniają tego coraz więcej... A efekty sam widziałeś, Sisi ma aż za dużo energii.
- Jak to szczeniak -zaśmiał się.
- Albo moi bracia czegoś jej dosypują -zażartowałam.
Poszliśmy do kasy i zapłaciliśmy za zakupy. Wzięłam worek karmy pod
jedno ramię, a pod drugie torbę z zakupami. Gdy wychodziliśmy ze sklepu
minęłam, moje "ulubione" sąsiadki, służące za najlepszy monitoring. W
ciągu sekundy potrafiły rozpuścić swoje plotki po mojej ulicy. Od kilku
tygodni krążyły plotki, że mój dom, to dom rozpusty, a to tylko i
wyłącznie przez nocne odwiedziny mojego brata Alexy'ego.
- Moherowe berety -mruknęłam pod nosem.
- Co? - zapytał, nie rozumiejąc mnie Matt.
- Te dwie, jakże urocze "damy" rozsiewają plotki na mój temat na jakieś
dziesięć kilometrów stąd. Od znajomego dowiedziałam się, że trzymam w
domu żądne krwi bestie. Prędzej uwierzyła bym w nawiedzony dom. Nie
ważne, mam propozycję dla ciebie.
- Jaką?
- Wybieram się ze znajomymi do klubu w San Francisco. Może chcesz jechać z nami? -zapytałam, poprawiając worek z karmą,
Matt?
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz