wtorek, 22 listopada 2016

Od Vanessy

Kiedy tylko moja zmiana dobiegła końca, pożegnałam się z partnerem i chwyciłam w dłoń swoją skórzaną kurtkę i kluczyki od auta, wychodząc ze swojego gabinetu i wpadając prosto na swojego byłego męża, któremu omal nie wylałam kawy.
- A ty ciągle na mnie lecisz - zakpił Kayden.
Zostawiłam sarkastyczny komentarz da siebie i spojrzałam tylko na blondyna, który uśmiechał się promiennie.
- Co tu robisz? - zapytałam, splatając ręce na piersi.
- Jaka bojowo nastawiona - zaśmiał się. - Spokojnie, nie przyszedłem przeszkadzać, a pomóc. Ty prowadzisz śledztwo w sprawie przemytu broni i narkotyków?
- Tylko mi nie mów, że prokuratura znów ma zamiar zawracać nam dupę i przysłali ciebie? - warknęłam. - To moja sprawa i masz mi się nie mieszać.
- Mam się czuć urażony aluzją, że zawracam du.pę, czy że jestem chłopcem na posyłki prokuratury? - zapytał, udając urażonego.
- Nieważne - mruknęłam. - To moja sprawa i po prostu nie wchodź mi w drogę - ostrzegłam.
- Nie zamierzam. Pomyślałem sobie tylko, że może warto byłoby współpracować i przekazywać sobie postępy w śledztwie - zaczął. - Ułatwi to sprawę i mi, i tobie. A koniec końców i tak dowiedziałbym się wszystkiego od ciebie. W końcu to ja idę z zarzutami do sądu i to ja się muszę z nimi 'bić' - wytknął.
Westchnęłam ciężko, wiedząc, że ma rację, ale nie zamierzałam dać się z tego śledztwa wypchnąć. To raczej Kayden miał tu grać drugie skrzypce, nie wchodząc mi w drogę i tylko pomagając i sprawdzając moje tropy.
- Jeśli nie wierzysz w mój dobre intencje, to proszę - powiedział, podając mi teczkę, gdy wsiedliśmy do windy. - Wszystkie dane, jakie na razie mam.
Skinęłam mu głową, biorąc od niego teczkę z papierami. Nie dało się nie zauważyć, że się starał, a to już doceniałam. - Rozmawiałaś dziś z Calebem? - zagadnął.
- Rano z ojcem - powiedziałam krótko, wysiadając z windy, gdy ta się zatrzymała i wyszłam razem z Kaydenem z budynku komendy, kierując się do auta.
- I co u nich?
Wrzuciłam teczkę na tylne siedzenie samochodu, a Kade oparł się mój wóz, odpalając papierosa.
- Powinieneś rzucić - mruknęłam tylko, na co ten dmuchnął mi dymem prosto w twarz. Pokręciłam tylko zrezygnowana głowa.
- Mówi to palacz - zakpił.
- Palę tylko okazjonalnie - stwierdziłam, wiedząc, że przy tych wszystkich gliniarzach, którzy palą bez przerwy, nie uda się mi rzucić całkowicie. - Tata mówił, że Caleb jest zachwycony Orleanem. Dawno tam nie był. No i nie przylecą jutro, a dopiero za trzy dni. W Nowym Orleanie ma być podobno juro jakiś Festiwal Jazzu, a mały za nic nie chce tego przepuścić.
W moim rodzinnym mieście takich imprez było dużo i odbywały się co chwilę, ale chyba wszyscy je kochali. Nie dziwiłam się synkowi, a wiedziałam, że i rodzice chcą się nacieszyć wnukiem. Byłam jednak spokojna, bo tata miał przylecieć razem z Calebem.
- Od małego ma dobry gust - zaśmiał się Kayden. - W takim razie do zobaczenia jutro w pracy - mrugnął do mnie, odchodząc.
- Kade! - krzyknęłam za nim, a mężczyzna odwrócił się. - Przyniosę ci informacje o sprawie na jutro.
Kayden uśmiechnął się i zasalutował mi tylko, a ja wsiadłam do auta, kierując się od razu do domu.
Wiedząc, że i tak nie mam nic ciekawego do roboty w domu, zrezygnowałam ze żmudnych obowiązków, jak sprzątanie i tylko przebrałam się w spodnie dresowe i podkoszulek, wzięłam telefon, słuchawki i smycz i wyszłam przed dom. Przywołałam do siebie owczarka, zapinając go i postanowiłam pobiegać, kierując się w stronę parku. Kiedy wybiegłam na mniej uczęszczane dróżki, spuściłam Karę ze smyczy...

(Ktoś zechce dokończyć?)

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz